środa, 9 maja 2012

Nieco kryminalnie tym razem


Camilla Läckberg to szwedzka pisarka, która została uznana za mistrzynię skandynawskiego kryminału, a ja miałam przyjemność poznać jej "Księżniczkę z lodu", pierwszy tom sagi kryminalnej. Muszę przyznać, że książka mnie wciągnęła i przeczytałam ją zadziwiająco szybko, mimo, że liczy sobie nieco ponad 400 stron. W niewielkim miasteczku na wybrzeżu Szwecji, we własnej łazience zostaje znaleziona młoda kobieta. Okoliczności wskazują na samobójstwo, jednak jej matka ma co do tego ogromne wątpliwości. Zainteresowana sprawą jest również pisarka Erika, która ma napisać o dziewczynie artykuł do miejscowej gazety na prośbę jej rodziców. Podczas rozmów z rodziną o swojej byłej, bliskiej przyjaciółce, z którą kontakt w pewnym momencie się urwał, Erika wyczuwa drugie dno tej historii. Wyczuwa to też jeden z miejscowych policjantów, który próbuje wykryć tą i kolejne tajemnice przeszłości.

Książka to nie tylko kryminał, porusza też wiele istotnych kwestii prowincjonalnego miasteczka, charakterów ludzkich, marzeń i ich spełniania, miłości i nienawiści, bogactwa i biedy, problemów małżeńskich. Naprawdę zostało to wszystko bardzo zgrabnie ujęte i chętnie poznam dalsze losy Eriki i policjanta, których połączyła nie tylko wspólnie rozwiązywana tajemnica.



Długo nie musiałam czekać, bo tuż po skończeniu pierwszej części dostałam w swe ręce trzy kolejne tomy!  

"Kaznodzieja" Camilli Läckberg to druga część, którą emocjonalnie przeżyłam bardziej od pierwszej. Morderstwa są okrutne, przejęłam się nimi, tym bardziej, że poznajemy je też od strony ofiar. Akcja rozgrywa się we Fjällbace, niewielkiej miejscowości, gdzie w Wąwozie Królewskim odnaleziono nagie zwłoki dziewczyny leżącej na dwóch szkieletach. Policja, z prowadzącym to śledztwo Patrikiem podejrzewa, że istnieje powiązanie tego morderstwa z  zaginionymi 25 lat temu dwoma młodymi dziewczynami. Natomiast prawda jest taka, że... ode mnie niczego się więcej nie dowiecie, polecam przeczytać samemu. Gwarantuję tajemnice rodzinne, gwarantuję skomplikowane dochodzenie, mnóstwo tajemniczych powiązań międzyludzkich, a także, w chwilach wytchnienia walkę z niechcianymi gośćmi oraz dalszą część losów Patrika i Eriki, której wcale nie jest łatwo, ale z zupełnie innych powodów.


Właśnie zagłębiam się w trzecią część sagi...

niedziela, 6 maja 2012

Zapach żywicy

"Kanada pachnąca żywicą" Arkady'ego Fiedlera to opisane wspomnienia  wyprawy do Kanady. Książka składa się z trzech części. Każda z nich to niedługie fragmenty opisujące zarówno historyczne fakty jak i przyrodnicze, charakteryzujące ten, mało znany, zakątek świata. Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony dobrze jest poznać historię, ale było mi jej za dużo, zwłaszcza w początkowych rozdziałach. Niechęć do suchych, historycznych faktów pozostała u mnie od szkolnych czasów, a zwłaszcza jej nadmiar, więc w pewnym momencie poczułam, że raczej brnę, niż przeżywam, a do wyprawy to jeszcze nie dotarliśmy.. Na szczęście opowieści o wzajemnej nienawiści Indian, Francuzów i Anglików, wzajemne wybijanie się i podburzanie z czasem zajęły opisy bobrów, przyrody, opis życia wśród ogromnych lasów i mnóstwa zwierzyny. Autor wspomnień wędruje i płynie indiańskim canoe wraz z Polakiem, mieszkającym dotąd samotnie wśród wzgórz, jezior, bobrów, niedźwiedzi i jeleni. Razem docierają tam, gdzie zwierzęta nie wiedzą, co to człowiek... niestety dość szybko się o tym dowiadują, że na jego widok należy uciekać, inaczej można stracić życie. Zawiodła mnie niefrasobliwość autora w stosunku do niedźwiedzicy, zawiodła również przy spotkaniu pięknego jelenia i sposobu jego zwabiania.. Jedyne, co to wszystko złagodziło, to wyrzuty sumienia autora tejże książki. Trudno mi co prawda powiedzieć, jak ja bym się zachowała w tamtych czasach i w takich okolicznościach, nigdy sama nie musiałam walczyć o jedzenie w ten sposób...

Muszę jednak przyznać, że Arkady Fiedler opisuje wyprawę pięknym językiem,  z pewną elegancją i szacunkiem. W pewnym momencie sama poczułam się jak po dniu pełnym wrażeń, podglądania łani z małym, łowienia szczupaków w jeziorze, zmęczona zasiadam przy wesoło tańczącym ciepłym blaskiem ognisku, żeby posłuchać gawędziarskich opowiadań o ludziach, ich bohaterskich wyczynach i ciekawym życiu na kanadyjskiej ziemi.


Zdjęcie przedstawia Indianina o wydatnym brzuszku, potomka wojowniczych Irokezów. 

Książka, którą czytałam była wydana w 1986 roku, czyli 26 lat temu! W bibliotece można znaleźć najróżniejsze perełki :) Z tego, co wiem, "Kanada pachnąca Żywicą" ma wiele wydań, z czego część różni się od siebie. Cenzura powojenna usunęła fragmenty, które autor zastąpił innymi.. tym bardziej ciekawi mnie piękne wydanie Wydawnictwa Bernardinum, które różne wersje połączyło w jedno, według własnego upodobania.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Do czego służą markery podczas robienia na drutach?

Pokazując innym jak się robi na drutach podstawowe oczka, dziewczyny często spoglądały na moją robótkę z przyczepionymi pomiędzy oczkami koralikami na pętelce, pytając co to takiego i w ogóle do czego to coś służy. Tymi koralikami u mnie są markery, zwane inaczej znacznikami, które mogą nam znacznie ułatwić pracę podczas robienia na drutach. To bardzo proste!

Markery używa się do zaznaczania wyróżniających się fragmentów wzoru po to, żeby nie trzeba było liczyć kolejnych oczek i żeby w trakcie ich przerabiania kontrolować, czy przypadkiem się nie pomyliliśmy we wzorze.

Markery niebieskie
wykonałam ze szklanych koralików, linki jubilerskiej niebieskiej, 
srebrnego zacisku

Markery zielone
koraliki typu 'kocie oko', linka zielona, srebro

Znaczniki czarne
koralki fasetowane, czarna linka, srebro

Markery czerwone 
szklane koraliki, czerwona linka, srebro

Pokażę wykorzystanie markerów na przykładzie robienia mojej wersji szala Hanami. Wzór składa się z trzyoczkowego brzegu po obu bokach szala i wzoru właściwego i robi się go tak: 3 oczka + wzór + 3 oczka. Ponieważ wzór środka szala niczym szczególnym się nie wyróżnia, bo są tam dość losowo porozrzucane dziury do zrobienia :) których rozmieszczenie trzeba czytać już ze schematu, jedynym stałym elementem są brzegi. Brzegi z rozpędu bardzo często przerabiałam jak leciały oczka i musiałam pruć i robić właściwie. Żeby nie zapominać, ani nie liczyć ile jeszcze oczek mam do warstwy brzegowej, nakłada się właśnie wtedy na druty nasze markery i wiadomo, że jak podczas robienia natrafimy na marker, to znaczy, że jest jakaś zmiana.

W moim przypadku markery umieściłam przy brzegach:
3 oczka brzegu + marker + wzór + marker + 3 oczka drugiego brzegu.

Przerabiam 3 oczka, natrafiam na marker, który tutaj oznacza, że dotarłam do wzoru, który robię ze schematu, aż do momentu, gdy natrafiam na drugi marker, po którym wiem, że koniec schematu i mam po nim przerobić 3 oczka na drugim brzegu. Proste nie?

Na zdjęciach krok po kroku pokażę Wam, jak to jest, że marker nie zostaje w robótce, gdzieś daleko pomiędzy nitkami, a pozostaje nam cały czas na drutach.

Na pierwszym zdjęciu mamy przerobione dwa oczka z brzegu, 
do przerobienia mamy jeszcze jedno oczko ...

 ... które przerabiamy i trafiamy na marker, który oznacza zmianę, tutaj: koniec brzegu
 i początek właściwego wzoru. Co robimy z tym markerem?

To proste: marker przekładamy na prawy drut..

Nie przerabiamy go jak kolejne oczko, bo wtedy wrobilibyśmy go w robótkę ;)
Marker tylko przekładamy!

Potem przerabiamy już oczka według wzoru. 
Marker zostaje na drugim drucie.

I to cała filozofia, prawda, że prosta? 
Marker przekładamy za każdym razem, gdy go 'spotkamy' po drodze. 
Gdyby we wzorze był jakiś wzór, wygodnie jest pozaznaczać strategiczne miejsca markerami i nie martwić się "w którym to ja właściwie jestem miejscu?" bo wtedy wystarczy spojrzeć pomiędzy którymi markerami jesteśmy i już wszystko wiemy.

A tak wygląda mój szal Hanami w trakcie pracy. Powstaje z włóczki Jaggerspun Zephyr 50% Silk & 50% Merino Lace, w kolorze Plum, na drutach KnitPro nr 3,25mm. Zrobione jest mniej więcej 2/3 szala. Szal robię powoli, jak tylko znajdę chwilę, najczęściej podczas robienia jeszcze czegoś, np. oglądania filmów lub słuchania muzyki. Czytać się niestety nie da, bo trzeba śledzić wzór, ale można słuchać audiobooków :) Taki marker oznacza jakąś zmianę w robótce, więc myślę, że warto używać, zawsze to mniej traci się czasu na przeliczanie oczek, gdy się zatracimy w słuchanej właśnie muzyce...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Światowy Dzień Książki

Dzisiaj, 23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki. Kto obchodzi, ten obchodzi, ja z tej okazji (w sumie każda jest dobra ;)) podarowałam sobie kilka książek, księgarnie mają dzisiaj ciekawe oferty rabatowe!

Jestem jednak zaskoczona: wg badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową, ponad 56% Polaków nie przeczytało w poprzednim roku żadnej książki! To znaczy, aż tyle się do tego przyznało! Dla mnie, mola książkowego to fakt zupełnie niezrozumiały, jak można pozbawiać siebie tak wielu wspaniałych wrażeń! Czyżby ten Świat był tak zaganiany? Bo bibliotek publicznych jest mnóstwo, więc to nawet nie musi kosztować...

Z całego serca popieram poniższą akcję "Nie czytaj!", obejrzyjcie wersję bez cenzury:

"Nie czytaj... bo nie!"


"Ci co nie czytają, tego nie zrozumieją" i tyle w temacie - jak skomentował jeden z oglądających... :]

wtorek, 17 kwietnia 2012

Wszystko o północy

Chciałam się już odczepić delikatnie od serii "Rasa Środka Nocy", o której pisałam niedawno w Książki jeszcze raz i Rasa środka Nocy, ale nie mogę, bo się nie da. Nie wiem, czym oni nasączyli te kartki, ale nie da się tego przerwać, kończy się jedną książkę i od razu, natentychmiast zaczyna się mieć ochotę na następną. Te dwie, które ostatnio doczytałam to na razie ostatnie, które mam, chyba, że koleżanka napadnie księgarnię w poszukiwaniu tomów następnych.

Wampiryzm trzyma się mnie ostatnio jakoś mocno, ale jak się ma takie koleżanki, które to też czytają, to człowiek nie ma wyjścia. Mało tego, jedna z nich postanowiła napisać własną książkę i ją wydać. Czytałam ją w tamtym roku, dostanę już ostateczną wersję w tym tygodniu i powiem Wam szczerze, że nie mogę się doczekać, bo... no, pierwszy rozdział wbija w fotel, a następne to rozwijają. Tyle pokrótce :) Trzymam kciuki za wydanie, gdy tylko się pojawi na rynku, będziecie o tej książce pierwsi wiedzieli!



Wracając tymczasem do 5 tomu "Rasy Środka Nocy" czyli do "Welonu północy" Lary Adrian, muszę przyznać, że przedstawienie miłości silnego i przystojnego wampira do śmiertelniczki, po raz kolejny zdało egzamin. Książka zaczyna się od poszukiwań przez Nikolai jednego z najstarszych wampirów, żeby go ostrzec, że ktoś poluje na najstarsze wampiry, żeby je wyeliminować. Podczas wyprawy poznaje piękną Renatę, samotniczkę-ochroniarkę wspaniale władającą nożami, mającą dar Dawczyni Życia, którym oszałamia wampiry.. Jest też seks oczywiście, jest niezwykłe dziecko z niesamowitymi oczami chodzące w welonie, które trzeba chronić, jest wampir nawiązujący spisek i jest przede wszystkim akcja! Akcja, akcja i akcja! Dzieje się cały czas, że naprawdę zastanawiałam się, jak to zrobić, żeby móc czytać w ukryciu w pracy... (nie odważyłam się, ale muszę nad tym pomyśleć, żeby tu się sobie samo wykonywało to, co do zrobienia, a ja, żebym mogła sobie czytać :)) Już samo to, że czytam 5 tom i mi się nadal chce - mówi samo za siebie.

Normalną więc sytuacją jest ta, że od razu sięgnęłam po tom 6: "Popioły północy". Tytuł świetnie oddaje czego tu jest dużo: popiołu, a co się z tym wiąże: ognia i mocy, zaś to wszystko jest silnie związane z emocjami i zemstą. Historia Andreasa i Claire, on pała zemstą do wampira, który zniszczył mu życie, ona jest Dawczynią tego wampira i na początku nie wierzy w jego okrucieństwo. Claire jednak nigdy nie zapomniała Andreasa, pierwszej swojej miłości, który pewnego dnia pojawia się i sieje zniszczenie. Andreas zwraca się o pomoc do Zakonu, jednak na Wojowników szykowana jest już od dłuższego czasu pułapka...

Co charakteryzuje te książki? Walka i krew, emocje, namiętność i seks. W każdym tomie wśród akcji przeplata się bezgraniczna wręcz, wzajemna miłość wampira do swojej kobiety Dawczyni Życia, taka idealna, o której marzy każdy już w dzieciństwie. Wampiry są jak ludzie: okrutni, złośliwi, chętni władzy nad innymi, a po drugiej stronie stoją ci dobrzy, szlachetni, pełni ideałów, ochrony życia, honorowi. Całkiem przyjemna lektura dla osób, które czytają o wampirach, lubią książki akcji i szczerą, idealną miłość.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Zaplątana w koralikach

Koraliki są bardzo malutkie, mają około 1mm i przepiękne kolory. Można wręcz ułożyć z nich tęczę. Zakochałam się w pleceniu tych drobinek, które z daleka wyglądają jak kolorowe koronki..

Blue & Grape
drobne koraliki japońskie Toho w kolorze czystego, błękitnego, letniego nieba
oraz oszronionych ciemnych winogron, takich niedotkniętych jeszcze ręką..
srebro

Zagraj w Zielone na Wiosnę
japońskie koraliki Miyuki w trzech kolorach: w środku jasna limonka, 
która została obramowana kolejno jasnym i ciemnym zielonym, srebro

Winogronowe Duo
japońskie koraliki Miyuki, w kolorze grape i lawendy, srebro

Mięta z Turkusem Duo
tutaj zastosowałam cieniowanie koralikami,
bardzo do siebie zbliżonymi odcieniem,
w środku turkus, stopniowo przechodzący w jaśniejszą miętę, srebro.
Moje kolory, uwielbiam nosić te kolczyki :)

sobota, 31 marca 2012

"Rasa Środka Nocy"

Po przeczytaniu pierwszej książki z serii "Rasa Środka Nocy" Lary Adrian rzuciłam się od razu do czytania następnych. Są bardzo pozytywne i tak mnie właśnie nastrajają. Złe istoty i uczynki są bardzo wyraźnie zaznaczone, dobro odpowiednio określone. Podoba mi się, że bohaterowie mają wyraziste charaktery, zaś akcja toczy się wartko, bez zbędnego, nudnego przedłużania. Nie przeszkadza mi nawet to, że każdy, z przeczytanych dotychczasowo tomów ma dość powtarzalny schemat całości. Widocznie autorka doszła do takiego samego wniosku, co ja, że co dobre i sprawdzone, można powielić.



"Szkarłat północy" to druga część serii w której poznajemy losy Tess, doktor weterynarii o bardzo wrażliwym sercu do zwierząt. W jej klinice weterynaryjnej pojawia się mocno poraniony mężczyzna, którego celem jest szybkie nabycie sił.. Tym mężczyzną jest wampir Wojownik, który nieświadomie wiąże dziewczynę ze sobą, a dopiero potem zauważa, że dziewczyna ma charakterystyczne znamię, sprawiające, że staje się bardzo ważna dla wampira, który spróbuje jej krwi. Wojownikiem jest Dante i nie może zapomnieć o Tess, której towarzystwa szuka coraz częściej, zaś u dziewczyny na jego widok budzą się uśpione pragnienia.

Problemy się jednak mnożą, pojawia się Karmazyn, lekki narkotyk, który powoduje dziwne objawy u wampirów, znikają też młode wampiry z Mrocznych Przystani, do tego wszystkiego Dantego dręczy sen, bardzo realistyczny sen o śmierci.

"Przebudzenie o północy", trzecia część serii. Przepełniona chęcią zemsty Eliza, której wcześniejsze losy poznajemy w "Szkarłacie północy", przemierza ulice Bostonu szukając Szkarłatnych i sług, będących pod wpływem wampira, chcącego przejąć władzę.
Przy okazji tropienia natrafia na ślad, pomocny w odnalezieniu wampira, którego szukają Wojownicy. Na walczącą samotnie Elizę trafia Tegan, niebezpieczny, skryty i również samotny wojownik pradawnej Rasy. Akcja obejmuje również Berlin, gdzie znajduje się osoba, która być może ma wiedzę potrzebną Wojownikom, niebezpieczną wiedzę, którą próbuje zdobyć również wampir-szaleniec.. Akcja jest wartka, cały czas coś się dzieje. Tegan jest silnym i ku swojemu zdziwieniu, coraz bardziej zakochanym mężczyzną, Eliza zaś, śliczna, młoda kobieta, mająca obeznanie w wielkim świecie, potrafi dyplomatycznie przejść przez najbardziej chronione drzwi, nie tylko strzeżonego zakładu ale również przez drzwi do serca Tegana. W książce mamy nie tylko walkę, niebezpieczeństwa i dużo krwi, ale również czułość, delikatność, niepewność uczuć, odkrywanie siebie nawzajem i mocny seks.

"Potęga północy" to opowieść o zranionym, nie tylko cieleśnie, wampirze-wojowniku Rio i dziennikarce Dylan Aleksander, posiadającej niespotykaną moc, która przewraca życie Rio do góry nogami. Swoje również. Tajemnica, którą poznała Dylan i którą podzieliła się z szefem, znajomymi i matką, zagraża wampirom.. Poza tym dzieją się rzeczy okrutne i szaleńcze, rzeczy przeciwstawne naturze, złe do szpiku kości, o których nie wie żaden Wojownik, a tylko oni mogliby stawić temu czoło. Rozwiązanie zagadki jest coraz bliższe, dzięki talentom, nieświadomej swojego znaczenia Dylan. Cała ta historia dzieje się na tle wzajemnego uczucia Rio i Dylan, poznawania ciał i duszy, poznawania smaku krwi..
Książka jest kontynuacją poprzednich tomów, które dobrze byłoby wcześniej przeczytać, żeby rozumieć całość historii. O ile poprzednie części można by było od biedy czytać niekoniecznie po kolei, ta wymaga już znajomości części poprzedniej.

Ogólnie rzecz biorąc, to bardzo sympatyczna seria książek o wampirach, z ciekawym rdzeniem pochodzenia Rasy. Czyta się szybko, pewnie dlatego, że chwytliwe jest połączenie akcji, sensacji, przygody i romansu.

Jedyne, co mi się niezbyt podoba w tej serii, to projekty okładek. Są takie niecharakterne i banalne. Szkoda, bo dobra okładka jest dopełnieniem całości, taką wisienką na torcie, a wybierając książki z półek sklepowych właśnie od tej wisienki często zaczynamy próby smakowe.