czwartek, 31 maja 2018

Harlan Coben "Nie mów nikomu"


"Nie mów nikomu" Harlana Cobena to pierwszy tom serii "W labiryncie kłamstw", kolekcji 28 powieści tego autora, Wydawnictwa Albatros. Wpadł w moje ręce dość przypadkowo i okazał się książką, po którą sięgnęłam po dość długiej przerwie czytelniczej. 

Jestem wdzięczna wydawnictwu za opis z tyłu książki, bo zdradził tylko tyle, ile potrzebowałam wiedzieć na samym początku i jednocześnie zachęcił mnie do czytania. "Nie mów nikomu" to thriller, historia Davida Becka, który nadal, po ośmiu latach od porwania i zamordowania swojej żony, nie może się pogodzić z jej śmiercią. Te koszmarne wydarzenia z pewnej sierpniowej nocy pozwalają mu jedynie żyć w bólu i bardzo tęsknić, za swoją utraconą Elizabeth. Jego życie zmienia się, gdy dostaje tajemniczą wiadomość i zaczyna wierzyć w to, że jego żona żyje, mimo tego, że jej ciało zostało zidentyfikowane.

Powieść porywa i wciąga od pierwszych kartek. Wraz z historią sprzed lat, którą David Beck często przypomina, pojawiają się nowe fakty, które pozwalają agentom FBI wznowić śledztwo. Wbrew temu, że agenci coraz mocniej podejrzewają go o zabicie żony, na co wiele wskazuje, Beck ignoruje ich podejrzenia i uparcie dąży do znalezienia prawdy. 

Coben wspaniale manipuluje faktami, zmieniając naszą koncepcję co do rozwoju wydarzeń. Wydaje się, że już przejrzeliście plan, już wiecie, a tu nagle pojawia się mały niuans, który poddaje w wątpliwość część Waszych teorii, a potem nowa informacja lub wydarzenie zmienia ten cały plan i zaczynamy naszą dedukcję od nowa.

Nie przewidziałam zakończenia, ale bardzo ciekawie było docierać do wszystkiego razem z fabułą i kibicować Davidowi, by za chwilę poddawać w wątpliwość jego działania. Dużo możliwości, wiele wątków, ale nie pogubicie się, bo całość naprawdę jest przemyślana i często jedne fakty wynikają z poprzednich. Muszę przyznać, że gdy z trudem przerwałam czytanie o pierwszej w nocy, z powodu wczesnej pobudki za kilka godzin, bałam się przejść do drugiego pokoju, z powodu opisanych, niezbyt łagodnych sytuacji.. książka działa na wyobraźnię, ale również i na emocje.

Akcja jest dynamiczna, są morderstwa, kłamstwa, świat przestępczy, policjanci, tajemnica i miłość. Cieszę się, że poznałam twórczość Cobena, bo czuję, że jeszcze nie raz będę się zaczytywać jego kryminałami.

piątek, 23 lutego 2018

Czapka z grubej włóczki, akurat na zimę!

Odkąd zobaczyłam koce z grubej wełny czesankowej (chunky knit blanket), chciałam spróbować jak tworzy się z grubej włóczki. Ale w mniejszej formie, bo na średniej wielkości koc z wełny czesankowej potrzeba kilka kilogramów wełny, a to już nie byle jaki koszt. Szukając grubej włóczki trafiłam na zdjęcie czapki, która mi się spodobała od pierwszego spojrzenia i postanowiłam taką sobie zrobić. Taką, ale w moich kolorach. Nie zgadniecie jakich ;)

Pierwowzór czapki pochodzi ze strony Nako, tureckiego producenta włóczek, a ja ułatwiając sobie sprawę, zaopatrzyłam się we włóczkę, z której był zrobiony. Nie bardzo lubię akryl, ponieważ pod palcami można wyczuć sztuczność, ale na dobry początek postanowiłam nie szaleć, a domieszka 20% wełny przekonała mnie trochę do tej włóczki.

Nako Lora 28123

Nako Lora 28123

Nako Lora ma 20% wełny i 80% akrylu premium. 1 motek to 100 g i 35 metrów. Mój kolor: 28123 to ciemny turkus z przebijającą odrobiną fuksji i rozjaśniającego całość beżu.
Do pracy wybrałam druty nr 12 mm.


Czapka na której się wzorowałam to KM-156 Lora Bere ze strony Nako. Wzór, a w zasadzie króciutki opis, dostępny jest wyłącznie w języku tureckim i po zalogowaniu się na stronie. Ja i turecki to osobne bieguny, więc próbowałam pomóc sobie kilkoma translatorami internetowymi, ale one też stanowiły jakieś inne bieguny ;) więc postanowiłam zrobić po swojemu, posiłkując się jedynie strzępkami informacji, które rozszyfrowałam.

Nabrałam 38 oczek, przerobiłam 5 cm ściągaczem 2 oczka prawe na 2 oczka lewe i dalej oczkami prawymi, pod koniec gubiąc po kilka oczek równomiernie w kilku rzędach, co daje zwężenie na końcu czapki. Końcówkę na długości około 30 cm po prostu zakończyłam przeciągając nitkę przez wszystkie pozostałe oczka i zszyłam czapkę, przymierzając do swojej głowy, tak, żeby było mi wygodnie.


Okazało się, że czapka jest dość sztywna na końcu, więc obciążający, okazały pompon musiał być. Przyszywając go uformowałam koniec czapki, żeby się lepiej układał. Z przodu dorobiłam dwa sznurki na szydełku, z tej grubości włóczki wystarczył sznurek z dwóch oczek.
Na całą czapkę wystarczyły dwa motki Nako Lora, na pompon 1/3 trzeciego motka.

I mam czapkę. Doskonała na mrozy (-16 st), które w końcu się pojawiły. 
Lepiej później niż wcale. 
Lepiej zimą niż wiosną :)