czwartek, 4 sierpnia 2011

Notatki z Zakopanego część 3

Dzień 5, piątek
Niestety dzisiaj od rana pada, sprawdzamy pogodę w Liptovskym Mikulasie, bo za górami może jest inaczej, ale tam też pada, więc rezygnujemy z wycieczki do aquaparku - Tatralandii. Dzisiejszego dnia postanawiamy dojść do Morskiego Oka. To nic, że jest deszcz.. przecież nie będziemy siedzieć w kwaterze i czekać na słońce, bo jak się nie pokaże, to nic nie zobaczymy, nic nie przeżyjemy... Mamy nadzieję, że mokra pogoda odstraszy trochę ludzi znad Morskiego Oka, bo podobno to najbardziej oblegany szlak w Tatrach. Zabieramy ze sobą kanapki z oscypkiem, snikersa, po butelce wody do picia, płaszcze foliowe, suche buty i w drogę!

Na przystanku busów koło PKS, kierowca pierwszego busa zachęca wszystkich wokół krzycząc 'Morskie Oczko, Morskie Oczko, zaraz odjazd!', pytam czy dzisiaj da się dojechać, a na odpowiedź, że bez problemów, pakujemy się do środka. Do Palenicy Białczańskiej, czyli do miejsca, gdzie można jak najbliżej dojechać samochodem, jest około 24km. Droga ciekawa, bo zdarzają się serpentyny i mocne zakręty. W Palenicy Białczańskiej jest parking dla busów i samochodów prywatnych, po wejściu na teren parku narodowego można wynająć 'tramwaj' konny, który zawiezie prawie do celu. Jesteśmy ambitni, bo chcemy podejść pieszo do Wodogrzmotów Mickiewicza i zajrzeć do schroniska w połowie naszej drogi, a stamtąd podjechać w górę zaprzęgiem, bo trasa w większej części wydaje się mało widokowa, idzie się asfaltową drogą, cały czas pod górkę, wśród lasu.

Droga do Morskiego Oka - Potok Waksmundzki

Droga do Morskiego Oka - Dolina Białki
w deszczu i we mgle

Droga do Morskiego Oka - Dolina Białki
tramwaj konny wypełniony krasnoludkami


Oczywiście pada, ale niezrażeni idziemy razem pod górę, z innymi. Wszyscy ubrani w kolorowe płaszcze przeciwdeszczowe, co wygląda na gromadę kolorowych krasnoludków. Idziemy Doliną Białki, z boku cały czas szumi potok. Co jakiś czas wyprzedza nas 'tramwaj' konny wypchany po brzegi krasnoludkami... Po godzinie docieramy do Wodogrzmotów Mickiewicza, wielkiego wodospadu, którego huk słychać już z daleka. Wodospad składa się z wielu mniejszych kaskad, pośrodku których jest most. Przechodzimy mostem, w dole kotłuje się woda, spadająca na większe i mniejsze głazy, ale całości wodospadu nie da się ująć w obiektywie aparatu, więc musimy zadowolić się fragmentami. Z tablicy informacyjnej przeczytałam, że z kamiennego mostu widać tylko jedną z trzech kaskad - Wodogrzmot Pośredni, pozostałe są widoczne z innych szlaków. Chociaż już ten fragment robi wrażenie, a co dopiero całość.. ale szum wody jest faktycznie głośny!

Droga do Morskiego Oka - Wodogrzmoty Mickiewicza
to tylko mały fragment wodospadu, całości nie dało się ująć w obiektywie

Swoją drogą, to ludzie mają fantazję, zaczęłam się już wcześniej zastanawiać, dlaczego nazwa jest związana z Mickiewiczem, który tu zdaje się, nawet nigdy nie był.. ale widocznie wśród ludzi nadających nazwę był ogromny wielbiciel wieszcza, bo nazwa upamiętnia sprowadzenie prochów wieszcza na Wawel, w 1891 roku. Dziwne połączenie faktów, ale nazwisko pozostało w nazwie wodospadu do dzisiaj.

Za Wodogrzmotami Mickiewicza idziemy jeszcze kawałek i przy informacji turystycznej robimy przerwę na snikersa, który mając w sobie słodycz, czekoladę i orzechy wspaniale doładowuje energetycznie dodatkowo poprawiając humory :) Z tego miejsca rozciągał się zadziwiający widok: w dole, w dolinie było pełno połamanych drzew, leżały dosłownie jak zapałki.. czyżby lawina? Wyglądało na jakiś kataklizm.

W drodze do Morskiego Oka
widok z góry na trasę w kierunku Schroniska w Roztoce,
potem szliśmy dołem, środkiem tych połamańców

Idziemy dalej, a ponieważ mamy dużo energii postanawiamy zejść do Schroniska PTTK w Roztoce. Okazuje się, że droga prowadzi wzdłuż tych połamanych drzew, jest nieco przerażająco, bo cały czas pada deszcz, jest mokro i ślisko, wszędzie wystają drewniane kikuty oraz ogromne korzenie drzew, powyrywane i powalone na bok.

Droga do Schroniska w Roztoce

Ścieżka na szczęście jest oczyszczona i można przejść, jest cicho, szumi tylko woda w potoku z oddali, kapie deszcz, po bokach futurystyczny krajobraz, a w runie czarne jagody.. spróbowałam jednej, ale była kwaśna. Tak sobie pomyślałam, że gdyby pojawił się niedźwiadek, to nawet nie byłoby się gdzie schować... klapiąc mokrymi już butami dotarliśmy do schroniska, a tam tak ciepło i przytulnie! Na głowę nie pada, schabowego robią świetnego, dostaliśmy ogromną porcję, kwaśnica pyszna. Miło, ciepło i cicho. W kącie spał jakiś zmęczony drogą turysta opierając się o ogromny plecak, cicho rozmawiały starsze od nas, trzy panie popijające gorącą herbatę, z wynajmowanych pokoi zeszła dziewczyna i poprosiła o wrzątek, dwie dziewczyny obok zajadały się naleśnikami na słodko. Dobrze, że wśród gór, pośród kapryśnej pogody są takie ostoje spokoju, ciepła i bezpieczeństwa. Po dłuższym wypoczynku, najedzeni i ogrzani, przybijamy pieczątkę schroniska na pamiątkę i ruszamy przed siebie.

W Schronisku PTTK w Roztoce
ciepło, przytulnie i bezpiecznie

Wracamy połamanym lasem na główną drogę. Mieliśmy stąd ruszyć powozem konnym, ale żadnego nie ma do dyspozycji, więc idziemy pieszo dalej. W końcu, już zmęczeni, docieramy do miejsca, gdzie kończą swą jazdę końskie powozy, stąd już dla wszystkich pozostaje tylko piesza wędrówka. Po drodze zmienia się krajobraz, z wysokich drzew las zamienia się w niższe i rzadsze, pojawiają się kosodrzewiny. Nagle pojawia się Schronisko PTTK przy Morskim Oku, a tuż przed nim wyłania się... westchnęliśmy z zachwytu, bo Morskie Oko naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza po długiej wędrówce! Niesamowity widok! Nie wiadomo czym się sycić, czy piękną barwą wody granatowo-ciemnoszmaragdową czy otulającymi to "oczko" górami spowitymi mgłą i deszczem. Wizyta w tym schronisku nie była długa, wolałam być na zewnątrz, wpatrywać się we wszystko wokół i próbując ochronić przed deszczem obiektyw zrobić chociaż jedno normalniejsze zdjęcie.

 Schronisko PTTK przy Morskim Oku
już za chwilę, już za momencik, już trochę widać..
 
Morskie Oko


Wracamy, chociaż ja bym tu mogła pobyć cały dzień, ale jest już prawie godzina 18.. z zapałem podchodzimy do postoju pojazdów konnych, których tak dużo kręciło się przez cały dzień, a tu nic nie ma! Żadnego, chociażby jednego malutkiego. Poczekaliśmy ze 20 minut, ale nikt nie przyjechał, widocznie już o tej porze nie jeżdżą. Nie było nam za wesoło, mówiąc wprost, byliśmy nieco wkurzeni, bo teraz musieliśmy zmęczeni, mokrzy, w mokrych butach i spodniach maszerować w dół, przez jakieś 2 godziny. Na szczęście już nie padało. Jakoś zeszliśmy, rozmawiając na różne tematy, żeby było milej i czas szybciej zleciał. Obawiałam się, że jeśli już końmi nie wożą, to może i busów już nie ma do Zakopanego, ale na szczęście był. Uf. Wycieczka trwała cały dzień, a ja chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić, ale już przy słonecznej pogodzie. Widok Morskiego Oka jest wart wielu powrotów.

Zobacz naszą wędrówkę na SmartRunnerze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Proszę o niespamowanie.
Będzie mi miło przeczytać Twój komentarz.