piątek, 11 listopada 2011

Miętowe Pastele

Tym razem powstały bardzo leciutkie kolczyki, zrobione techniką sutaszową. W centralnym miejscu znajduje się jadeit barwiony na kolory jasnozielono-błękitne. Monetka jadeitu otulona jest sutaszem w kolorach błękitnego turkusu, seledynowej zieleni oraz niebieskiego nieba. Zdobienia wykonane zostały jasnoturkusowymi, drobnymi japońskimi koralikami Miyuki, akwamarynami, malutkimi kulkami turkusu oraz dwoma maleńkimi kryształkami Swarovskiego. Bigle są srebrne.

Miętowe Pastele

niedziela, 6 listopada 2011

Christmas Atmosphere i Świąteczny SAL 2011

Od dwóch lat biorę udział w Świątecznym SAL'u, w tym roku również. Jest to w sumie jedyny od długiego czasu projekt, który przyjemnie zmusza mnie do haftowania krzyżykami.



W tej edycji do wyboru mamy dwa wzory: Val d'Abondance Blanc Lili Soleil oraz Christmas Atmosphere Alessandry Adelaide.

Oba są piękne. Na początku chciałam robić bombki, ale jak przekalkulowałam wielkość wzoru to mimo ogromnego podziwu dla esów-floresów tych bombek, ich wielkość mnie odrzuciła. Nie dlatego, że duże, to dużo pracy, ale ja po prostu nie bardzo wiedziałabym jak wykorzystać tak dużą gotową pracę, a do szuflady jakoś nie uśmiecha mi się robić. Nawet myślałam nad tym, żeby wyhaftować tylko jedną bombkę, ale nie udało mi się wybrać którą, więc przyjrzałam się drugiemu wzorowi. Wzór Christmas Atmosphere może być kolorowy, mnie natomiast bardzo spodobała się jednolita kolorystyka, którą zobaczyłam w jednym ze sklepów. Wzór na szczęście ma normalną wielkość, więc zdecydowałam się na niego, mimo tego, że niekoniecznie pasuje mi tu motyw domku. Na razie robię bez, potem pomyślę, bo najprawdopodobniej będzie w środku coś innego, ale jeszcze nie wiem co. Gdyby bombki od ANN były mniejsze... ale w ten środek się nie zmieszczą ;)

Robię na szarozielonej LUGANIE 25ct, kolor: 618, dwoma nitkami muliny DMC w kolorze BLANC, czyli białym. Oto rezultat wczorajszego wieczoru:

czwartek, 3 listopada 2011

Jesienne mgły i szarości

Jeszcze śniegu nie ma, mgły coraz częstsze i gęstsze, więcej szarości dookoła. Ale i tak jest pięknie! Chwyciłam odrobinę jesieni w kadr podczas spacerów. Powstały też kolczyki, w odcieniach mgieł, szarości i jesiennego nieba..

Labradorytowe Szarości
fasetowane kule labradorytu, srebro oksydowane, lekko zmatowione

Skryty blask
oponki opalizujących pięknie labradorytów, srebro oksydowane

Perły jak Diamenty
hodowlane perły, srebro

Jesienna łąka

Ostatnie liście

Mgły i zachodzące słońce
 

sobota, 29 października 2011

Biżuteryjny powrót

Ostatnimi czasy powstało kilka par kolczyków. Zapraszam do oglądania!

Blue Orchidea
kryształy Swarovski w mocno fioletowym kolorze przechodzącym w granat, srebro

Sahara Crystal
pięknie mieniące się kryształy Swarovski, srebro

Silvernight Basic Line
kryształy Swarovski jak czarne diamenty, srebro oskydowane

Storczyk Ametystowy - wisior
kryształ Swarovski w kolorze ametystu, srebro

Zielone Maluszki
małe fasetowane koraliki szklane, srebro

wtorek, 18 października 2011

Po krakowskich uliczkach raz jeszcze

Przejdźmy się jeszcze jesiennymi krakowskimi uliczkami, zanim je śnieg zasypie...
To miasto ma coś w sobie magicznego, ma klimat dawnych dziejów, a jednocześnie bardzo przebija przez wszystko studencki luz. Jak się głębiej zastanowić, to nic dziwnego, w końcu Kraków jest jednym z najstarszych miast uniwersyteckich w Europie.

Pamiętam, że przechodząc rozświetlonym przejściem podziemnym usłyszałam piękny głos, ktoś przygrywając sobie śpiewał tak, że chwytało nie tylko mnie. Ludzie wokół przystawali posłuchać, wchodzący z uśmiechem zwracali się do artysty i przytupywali w rytm muzyki. W różnych miejscach Polski byłam, gdzie artyści próbują swoich sił na 'ulicach', ale tylko w Krakowie spotkałam się z artystami, którym tak łatwo przychodzi zagarnąć sobie publiczność nie śmiesznością, nie wydziwianiem, a właśnie talentem.

Oglądając różne miasta staram się przede wszystkim poczuć ich klimat i nastrój - ot, taka moja fantazja, żeby podróż była pełniejsza w miłe doznania :) W Krakowie natomiast magicznych miejsc wiele... Kazimierz, dawna żydowska dzielnica, której echo na szczęście jest zachowywane. Wąskie uliczki, donice z kwiatami, miejsca po mezuzach przy drzwiach... zachowane w kilku miejscach wnętrza sklepów i punktów usługowych w dawnym stylu.

Kazimierz nocą, sklepy i punkty usługowe

To w Kazimierzu jest kawiarnia, z której dźwięki skrzypiec wypadają na bruk przez otwarte na oścież drzwi, zachęcają do zajrzenia i uraczenia się specjałami kuchni żydowskiej. Przechodząc natomiast późnym wieczorem obok żydowskiego cmentarza ogrodzonego wysokim murem, gdzie w łuku widać tylko ciemność i kilka macew (płyt nagrobnych) przyśpiesza się mimowolnie kroku, żeby nie zakłócić tego spokojnego miejsca.. a tak naprawdę, to tuż za rogiem jest mocno oświetlony plac, gdzie stoją puste o tej porze kramy, a w Okrąglaku sprzedają najpyszniejsze zapiekanki z pieca, jakie kiedykolwiek jadłam! Wokół gwarno, mnóstwo ludzi, może nawet więcej, niż w dzień. Kazimierz rządzi się swoimi prawami, ludzie siadają wprost na krawężnikach, wokół słychać rozmowy, niegłośne pokrzykiwania, nikt się nie spieszy, nie widziałam smutnej buzi...

Z bardzo klimatycznych miejsc polecam Stajnię na Kazimierzu. Mają tam dobre wino, a w takim otoczeniu, smakuje jeszcze bardziej.

Kazimierz, Stajnia Pub w dzień

Stajnia Pub nocą
tuż nad wejściem, kolekcja starych lamp oliwnych

W dzień najwięcej turystów kotłuje się chyba w Sukiennicach, gdzie kwitnie handel. Po przejściu się przez Sukiennice polecam zajrzeć do Podziemi Rynku, muzeum znajdującego się pod płytą Rynku Głównego i pod Sukiennicami. Muszę przyznać, że wchodziłam do niego z mieszanymi uczuciami, zwłaszcza po tym, jak przeczytałam kilka niepochlebnych opinii w Internecie. Wiem już chyba skąd takie opinie, podejrzewam, że te osoby chodziły po muzeum same, bez przewodnika, co wymaga samozaparcia, żeby samemu o wszystkim poczytać i wyszperać ciekawostki na dotykowych tabletach. Ja miałam okazję być oprowadzana przez przewodnika i miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie, tym bardziej, że to tylko mały kawałek historii Krakowa, ale jak wiele mówiący! Przewodnik wszystko opisuje i opowiada, co gdzie i dlaczego, podchodzi do każdej gablotki i opisuje prawie każdą rzecz, jaka się tam znajduje! Nigdzie się z tym nie spotkałam, a tu, bardzo mi się to podobało, bo w przystępny sposób zostałam przeniesiona wiele setek lat temu, mogłam zobaczyć ulice, pożar, kałuże na rynku i się w nich 'potaplać' tworząc kręgi w multimedialnej wodzie... Czułam się jakbym tam była, z lewej słychać było głosy namawiania do zakupu sukna, po prawej ktoś sprzedawał jajka, można się było zważyć, zmierzyć, zajrzeć do kuźni kowala.. naprawdę świetny pomysł, bo można poczuć się jak na prawdziwym rynku sprzed setek lat. Poza tym wyświetlane filmy pokazywały różne aspekty, np. więźnia prowadzonego na stracenie.. lub przeganianie gapia przyglądającego się kłótni, a tym gapiem byliśmy oczywiście my :) Zachwyciłam się też ruchomymi portretami królów i królowych i przez chwilę poczułam się, jakbym była w Hogwardzie. Król się do mnie uśmiechnął z portretu, jeden nawet mrugnął okiem! Bajkowo!
Niestety nie miałam już czasu na obejrzenie filmów w siedmiu niewielkich salach kinowych, ale już mam powód, żeby tu kiedyś wrócić i je obejrzeć.

Podziemia Rynku w Krakowie,
warstwy brukowanego traktu z XIII/XIV wieku z krawężnikiem drewnianym

Podziemia Rynku w Krakowie, ciżemki i elementy szewskie

Podziemia Rynku w Krakowie, biżuteria z warsztatu jubilerskiego

Podziemia Rynku w Krakowie
pod fontanną na Rynku Głównym, fontanna w formie diamentu
widać w tle Kościół Mariacki, z którego wygrywany jest hejnał

Fontannę od góry możecie obejrzeć w moim poprzednim wpisie :) Fajnie było wrócić do Krakowa, przejść się uliczkami, zobaczyć to i owo, a na Brackiej zanucić o deszczu...

poniedziałek, 10 października 2011

Spacerkiem po ... Krakowie

Bardzo lubię podróże. Najlepiej gdyby były z opcją szybkiego transportu.. niestety żadnych rodzajów teleportacji jeszcze ludzkość nie odkryła, albo ja o czymś nie wiem? Chciałabym docierać na miejsce szybko, ale niestety dojazd do Krakowa zajął mi tym razem ok. 9 godzin...Ile by nie było, wystarczyło, żeby po zwiedzeniu Wieliczki, pokłonieniu się Skarbnikowi i zakwaterowaniu w Krakowie wybyć późnym wieczorem na Rynek...

Kraków nocą, Teatr im. Juliusza Słowackiego

Kraków nocą, Sukiennice

Kraków nocą, fontanna na Rynku Głównym

Kraków nocą, kawiarenki na Rynku Głównym tętniące gwarem rozmów

Wrzesień, wtedy jeszcze ledwo początek jesieni, ciepły wieczór i mnóstwo ludzi. Wszystko ślicznie oświetlone. Pamiętam, jak byłam tu kilka lat temu, to duża część placu przed Sukiennicami była rozkopana, a teraz oczu nie mogłam oderwać, bo niesamowicie lubię takie klimatyczne miejsca. Byłam tak zaaferowana, że zapomniałam o tym całodziennym zmęczeniu i chłonęłam atmosferę tego miejsca: mnóstwo restauracyjek, drinki, tu grają, tam śpiewają, gdzieś dalej ogniowe pokazy kuglarskie, co wieczorem wygląda wręcz bajecznie.. jakaś kapela przygrywa, a tam dalej widać w zaułku knajpę wino i piwo, taką całkowicie w PRL'owskim stylu.. Kamienice i całość Rynku, łącznie ze stałymi punktami wycieczek: Wawel, dzwon Zygmunta, Ołtarz Wita Stwosza, Wisłę, Kazimierz.. obejrzałam w dni następne, ale i tak wieczorny Kraków zrobił na mnie większe wrażenie, być może dlatego, że zwiedzanie było po mojemu. :)

  Teatr im. Juliusza Słowackiego

Zamek Wawelski, wejście na dziedziniec
zachwyciłam się tym rzeźbionymi kwiatami w bramie..

Miniatura Zamku Wawelskiego, 
w pustych miejscach widać zarysy budynków, których już nie ma

Lubię chodzić z mapą, przystawać wtedy, gdy mam na to ochotę, jeśli mnie coś zachwyci, mogę sobie postać przy tym i dwie godziny. Będę wtedy szczęśliwsza, niż grono osób, które przeleciało obok zaliczając jakąś atrakcję i tak naprawdę nic z niej nie zapamiętując.

Lubię też czasem schować mapę i iść tam, gdzie mnie wzrok pociągnie. Zgubić się, poszukać drogi, zajrzeć tam, gdzie nie zawsze turyści docierają.. I lubię robić zdjęcia. Może nie zawsze wyjdą mi tak, jakbym chciała, ale są. A ćwiczenie czyni mistrza, jak to mawiali starożytni Górale...

 Kraków wieczorową porą... :)

niedziela, 25 września 2011

Jeden dzień w...

To miasto jest chaotyczne, w jednym rogu ogromne muzeum, po drugiej stronie kościół w weneckim stylu, pośrodku placu jakiś futurystyczny wytwór wielokątny w jaskrawych kolorach, niedaleko piękna fontanna, a obok postój samochodów i budynki pozasłaniane belkami od remontu, naokoło rozkopane... o jakim mieście piszę? O mieście, które kiedyś zachwyciło mnie ogromną przestrzenią. O mieście pełnym kontrastów, chaotycznych budynków, najróżniejszych stylów, ale też ogromnych muzeów i automatycznych wypożyczalni rowerów działających na baterie słoneczne... O mieście, do którego bez problemu wjedzie się szeroką autostradą.. O Berlinie.

Na zwiedzenie miałam tylko jeden dzień.  Ale zdążyliśmy zajrzeć w wiele miejsc, o których przewodnik mógłby rozprawiać godzinami. Największe wrażenie zrobiły na mnie zbiory Muzeum Pergamon, w którego ogromnym gmachu znajduje się oryginalny, zrekonstruowany Wielki Ołtarz Zeusa, pergameński ołtarz z 180-160 p.n.e. z ogromnymi schodami i długim fryzem przedstawiającym sceny z gigantomachii, walki bogów olimpijskich z gigantami.

Muzeum Pergamońskie
Wielki Ołtarz Zeusa z Pergamano


Ołtarz jest piękny, robi ogromne wrażenie na zwiedzających. Jest pierwszym miejscem, do którego wchodzi się ze słuchawkami i słuchając multimedialnego przewodnika siada się na schodach prowadzących do ołtarza i przenosi się ok. 2200 lat temu..

Sąsiednie pomieszczenia sprawiły, że miałam okrągłe oczy spoglądając na wysokie kolumny rzeczywistych rozmiarów, posągi i bramy. Świetne wrażenie sprawia brama targowa z Miletu, pochodząca najprawdopodobniej z lat 120-130 p.n.e. Jest tak ogromna (16m wysokości), że trzeba nieźle zadzierać głowę, żeby zobaczyć co jest na górze.

Muzeum pergamońskie
Brama targowa z Miletu

Muzeum pergamońskie
wysokie kolumny

Zachwycające są również inne budowle, przeniesione z Babilonu, jak np. monumentalna Brama Isztar oraz prowadząca do niej Droga Procesyjna z wypukłymi lwami idącymi nam na spotkanie, wykonanymi z glazurowanej, niebieskiej cegły.
Muzeum pergamońskie
Droga Procesyjna do Bramy Isztar

Muzeum pergamońskie
tu ładnie widać wypukłości błękitnej cegły,
jeden z 575 zwierząt - lew Isztar

Muzeum pergamońskie
Brama Isztar

Muzeum składa się z trzech części: Zbiorów Sztuki Starożytnej, Muzeum Azji Przedniej oraz Muzeum Sztuki Islamskiej. Na to wszystko miałam tylko 2 godziny i bardzo żałuję, bo chętnie spędziłabym tam więcej czasu. Naprawdę jest co podziwiać: jedwabne dywany, ogromne i malutkie rzeźby, biżuteria starożytna, pięknie zdobione księgi modlitewne, ogromne fasady rzeczywistych rozmiarów, rekonstrukcje bram, gdzie człowiek czuje się malutką częścią tego ogromnego świata i przestrzeni wieków, zwłaszcza, gdy widzi ciągle napisy ileś tam setek lat przed naszą erą.. ogrom czasu!

Muzeum pergamońskie
fasada pustynnego Pałacu Mszatta
 

Muzeum pergamońskie
rzeźby zwierząt, to chyba tygrysy?

To, co mnie zachwyciło szczególnie pokazuję na zdjęciach. Zachwyćcie się razem ze mną, a ze swej strony, bardzo polecam to muzeum, naprawdę warto je zobaczyć, przeznaczcie jednak dla siebie trochę więcej czasu, niż te moje marne 2 godziny..

Muzeum pergamońskie
pokój z Aleppo, bogato malowane drewniane ściany zdobiące kiedyś pokój przyjęć, 
w którym podejmowano gości, w chrześcijańskim domu Wakil w Aleppo, w Syrii 

 

Muzeum pergamońskie
małe koraliki, misternie rzeźbione, 
co można było zobaczyć przez tą mocną soczewkę

Muzeum pergamońskie
prześliczny, magiczny, zachwycił mnie bardzo:
Mihrab z Kaszanu
średniowieczna nisza modlitewna z meczetu Maidan w Kaszanie w środkowym Iranie

Po takim ogromie wrażeń, jakie zaprezentowało mi Muzeum Pergamońskie spacer po centrum Berlina był lekkim oddechem i budynki z ostatnich wieków przywróciły mnie do dzisiejszych czasów. Zwłaszcza taki jeden, totalnie od czapy stojący obok Katedry Berlińskiej i wyglądający jak kanciasta bryła.. nie wiem, co to było..

Byłam też w Reichstagu, siedzibie niemieckiego Bundestagu. Po kontroli, gdzie prześwietlono mój bagaż, a ja przeszłam przez bramkę i nie zapikałam, dostałam słuchawki i zostałam przez tysiąc drzwi i windę zaprowadzona do kopuły, gdzie idąc wolnym krokiem, ogląda się panoramę Berlina i słucha informacji co właśnie widzimy :) Panorama może nie jest najpiękniejsza, dużo gmachów najróżniejszych stylów postawionych wg mnie bez ładu i składu, o czym już pisałam, a mnie bardziej zachwyciły baterie słoneczne i lustra w centralnej części kopuły, które pobierają energię i oświetlają siedzibę parlamentu, znajdującą się poniżej.

Berlin - Reichstag, środek kopuły i lustra baterii słonecznej

Brama Branderburska oczywiście też była w programie wycieczki, kilka kościołów, obok których przebiegliśmy.. natrafiliśmy na korek po drodze składający się AŻ z 5 samochodów.. (a pilot zapowiadał ogromne korki..., ech), grupa osób z kolczykami wszędzie, Biblioteka Narodowa, przed którą były roboty drogowe.. Jednym słowem jakoś miasto, jako miasto nie zachwyciło mnie architekturą, ani ładem, którego nie zauważyłam, jednak .. przed jedną z restauracji stały piękne, ogromne wazy pełne pachnących, naturalnych kwiatów, gdzie się nie spojrzało, wszędzie rowery i trasy rowerowe, wypożyczalnie rowerów.. oglądając panoramę widać wszędzie zieleń..

Berlin - Fontanna Neptuna

Może w przyszłości, gdy zakończą się roboty drogowe i remonty budynków, miasto będzie piękniejsze, a ja będę miała więcej czasu na to, by spokojnie i bez niepotrzebnego pośpiechu pospacerować ulicami Berlina i poznać go bardziej?