sobota, 30 czerwca 2012

Różności czytelnicze

W opisie książki Michelle Martin "Szalona panna Mathley" przeczytałam, że Michelle Martin jest "bestsellerową autorką pełnych wdzięku i humoru współczesnych i historycznych powieści o miłości z nieoczekiwanym zakończeniem". Ponieważ książka jest romansem historycznym i miała być w dodatku zabawna i lekka, oraz z zaskakującą intrygą, więc stwierdziłam, że wspaniale nadaje się na czas podróży w pociągu. Lubię sobie od czasu do czasu poczytać romanse historyczne, chociaż ostatni czytałam chyba dobrych kilka lat temu. W tego typu książkach bardzo podobają mi się opisy wyższych sfer, nadętych hrabiów i lordów, pięknie ubranych kobiet i nieśpiesznych dialogów pomiędzy dżentelmenami a damami. To taki zupełnie inny świat od dzisiejszego, inny język, inne zwyczaje i konwenanse..

"Szalona panna Mathley" to historia Melindy, panny na wydaniu z dobrego, bogatego domu i z odpowiednim posagiem, jednak panna ta ma dosyć swatania jej i oświadczyn nudnych lub starych mężczyzn. Melinda to dziewczyna, która dobrze wie, czego chce, jest sprytna i dowcipna oraz ma bardzo dobre serce i chęć pomagania innym. Nudy? E tam, wcale nie :) Ona nie jest bez powodu nazywana 'szaloną', ponieważ co i rusz wpada w różne tarapaty, ma cięty i inteligentny język i wpada na szalony pomysł pozbycia się kolejki narzeczonych przy pomocy sławnego uwodziciela i hulaki, lorda Carltona. Nie brakuje tu arystokratycznych dialogów z ciętą ripostą, ani zabawnych sytuacji i właśnie dlatego cieszę się, że tak sympatycznie spędziłam czas, bo to właśnie zapowiedź humorystyczna przyciągnęła mnie do tej książki. Czyta się lekko i przyjemnie. I bardzo szybko. Jak ktoś ma ochotę, to sobie może pomarzyć o szarmanckim, przystojnym mężczyźnie szanującym kobiety, mającym zawsze doskonale zawiązany fular.. Mam tylko małe zastrzeżenie do zakończenia, bo dla mnie wcale nie było zaskakujące :)

"Tajemnica Sittaford"
kapitana Trevelyna, spirytystyczny przy wirującym stoliku, podczas którego uczestnicy dowiadują się o zamordowaniu kapitana. Jego przyjaciel, mimo tego, że nie wierzy w duchy, to na tyle przejmuje się razem gośćmi, że postanawia, mimo zbliżającej się śnieżycy, odwiedzić w sąsiednim miasteczku kapitana Trevelyna i sprawdzić czy wszystko w porządku. Po dotarciu tam stwierdza jednak, że nie jest dobrze i "duch" miał rację.. Tajemnicę próbuje rozwiązać lokalny inspektor Narracot, ale jakby w tle, ponieważ głównie śledzimy poczynania dziewczyny, narzeczonej jednego z podejrzanych oraz dziennikarza, jak próbują dotrzeć do prawdy rozmawiając ze wszystkimi podejrzanymi. Zakończenie dla mnie zaskakujące, miło się czytało, więc spokojnie mogę polecić!
Można się też spotkać z innym tytułem tej książki "Tajemnica wirującego stolika", oryginalny tytuł "The Murder at Hazelmoor" lub "The Sittaford Mystery". Nie mogę zrozumieć, po co wprowadzać tyle tytułów do obiegu?





"Tajemnica rezydencji Chimneys"

6 komentarzy:

  1. osobiście lubię Agathę Christie i nie przeszkadza mi jej styl pisania, tych tytułów akurat nie czytałam, ale zawsze mogę nadrobić ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. ja także zainteresuję się twórczością Agathy Ch. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Agathę. Ona jest nieśmiertelna:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, a ja ostatnio połknęłam "They do it with Mirrors" i "Nemezis", z Miss Marple, jeszcze mi z nią 3 książki zostały i teraz nie wiem czy sobie dawkować przyjemność, czy na raz się rzucić :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę o niespamowanie.
Będzie mi miło przeczytać Twój komentarz.