środa, 15 sierpnia 2018

Pałeczka lawendowa pełna zapachu

Odkąd kiedyś zobaczyłam pałeczki-koszyczki zrobione z wstążki i pachnące obłędnie lawendą, zapragnęłam też taką mieć i przede wszystkim zrobić sama.

Okazja nadarzyła się po pobycie na działce, kiedy to dostałam nakaz narwania sobie lawendy. Lawendę bowiem należy często zrywać, całe gałązki i wtedy wyrasta dużo nowych. Narwałam więc gałązek lawendy, a po powrocie do domu zaczęłam wiązać koszyczek.

Gałązki lawendy należy oczyścić z listków, zebrać w bukiecik i związać tuż pod kwiatami, pozostawiając jeden ogonek  wstążki luzem o długości trochę większej, niż gałązka. Potem już prosto: świeże gałązki łatwo się zaginają, więc zaginamy wszystkie i kładziemy na kwiatach, następnie drugim, długim końcem wstążki (najlepiej ze szpulki) przeplatamy ściśle pomiędzy gałązkami raz nad gałązką, raz pod. W ten sposób owijamy gałązki i kwiaty lawendy, chowając je do środka koszyczka. Po zwinięciu całości na podstawie zrobiłam małą perfekcyjną kokardkę z obydwu końcówek wstążki i  obwiązałam je wokół do końca gałązek.

Wyszła mi nieduża (tylko z 9 gałązek), przepięknie pachnąca pałeczka z lawendą w środku.

Rezultat, pachnie niesamowicie!



 Kilka zdjęć w trakcie tworzenia:

Związujemy gałązki wstążką blisko kwiatów


Przeplatamy wstążkę między gałązkami chowając kwiaty w środku.

Zrobicie sami? Zachęcam :)

czwartek, 31 maja 2018

Harlan Coben "Nie mów nikomu"


"Nie mów nikomu" Harlana Cobena to pierwszy tom serii "W labiryncie kłamstw", kolekcji 28 powieści tego autora, Wydawnictwa Albatros. Wpadł w moje ręce dość przypadkowo i okazał się książką, po którą sięgnęłam po dość długiej przerwie czytelniczej. 

Jestem wdzięczna wydawnictwu za opis z tyłu książki, bo zdradził tylko tyle, ile potrzebowałam wiedzieć na samym początku i jednocześnie zachęcił mnie do czytania. "Nie mów nikomu" to thriller, historia Davida Becka, który nadal, po ośmiu latach od porwania i zamordowania swojej żony, nie może się pogodzić z jej śmiercią. Te koszmarne wydarzenia z pewnej sierpniowej nocy pozwalają mu jedynie żyć w bólu i bardzo tęsknić, za swoją utraconą Elizabeth. Jego życie zmienia się, gdy dostaje tajemniczą wiadomość i zaczyna wierzyć w to, że jego żona żyje, mimo tego, że jej ciało zostało zidentyfikowane.

Powieść porywa i wciąga od pierwszych kartek. Wraz z historią sprzed lat, którą David Beck często przypomina, pojawiają się nowe fakty, które pozwalają agentom FBI wznowić śledztwo. Wbrew temu, że agenci coraz mocniej podejrzewają go o zabicie żony, na co wiele wskazuje, Beck ignoruje ich podejrzenia i uparcie dąży do znalezienia prawdy. 

Coben wspaniale manipuluje faktami, zmieniając naszą koncepcję co do rozwoju wydarzeń. Wydaje się, że już przejrzeliście plan, już wiecie, a tu nagle pojawia się mały niuans, który poddaje w wątpliwość część Waszych teorii, a potem nowa informacja lub wydarzenie zmienia ten cały plan i zaczynamy naszą dedukcję od nowa.

Nie przewidziałam zakończenia, ale bardzo ciekawie było docierać do wszystkiego razem z fabułą i kibicować Davidowi, by za chwilę poddawać w wątpliwość jego działania. Dużo możliwości, wiele wątków, ale nie pogubicie się, bo całość naprawdę jest przemyślana i często jedne fakty wynikają z poprzednich. Muszę przyznać, że gdy z trudem przerwałam czytanie o pierwszej w nocy, z powodu wczesnej pobudki za kilka godzin, bałam się przejść do drugiego pokoju, z powodu opisanych, niezbyt łagodnych sytuacji.. książka działa na wyobraźnię, ale również i na emocje.

Akcja jest dynamiczna, są morderstwa, kłamstwa, świat przestępczy, policjanci, tajemnica i miłość. Cieszę się, że poznałam twórczość Cobena, bo czuję, że jeszcze nie raz będę się zaczytywać jego kryminałami.

piątek, 23 lutego 2018

Czapka z grubej włóczki, akurat na zimę!

Odkąd zobaczyłam koce z grubej wełny czesankowej (chunky knit blanket), chciałam spróbować jak tworzy się z grubej włóczki. Ale w mniejszej formie, bo na średniej wielkości koc z wełny czesankowej potrzeba kilka kilogramów wełny, a to już nie byle jaki koszt. Szukając grubej włóczki trafiłam na zdjęcie czapki, która mi się spodobała od pierwszego spojrzenia i postanowiłam taką sobie zrobić. Taką, ale w moich kolorach. Nie zgadniecie jakich ;)

Pierwowzór czapki pochodzi ze strony Nako, tureckiego producenta włóczek, a ja ułatwiając sobie sprawę, zaopatrzyłam się we włóczkę, z której był zrobiony. Nie bardzo lubię akryl, ponieważ pod palcami można wyczuć sztuczność, ale na dobry początek postanowiłam nie szaleć, a domieszka 20% wełny przekonała mnie trochę do tej włóczki.

Nako Lora 28123

Nako Lora 28123

Nako Lora ma 20% wełny i 80% akrylu premium. 1 motek to 100 g i 35 metrów. Mój kolor: 28123 to ciemny turkus z przebijającą odrobiną fuksji i rozjaśniającego całość beżu.
Do pracy wybrałam druty nr 12 mm.


Czapka na której się wzorowałam to KM-156 Lora Bere ze strony Nako. Wzór, a w zasadzie króciutki opis, dostępny jest wyłącznie w języku tureckim i po zalogowaniu się na stronie. Ja i turecki to osobne bieguny, więc próbowałam pomóc sobie kilkoma translatorami internetowymi, ale one też stanowiły jakieś inne bieguny ;) więc postanowiłam zrobić po swojemu, posiłkując się jedynie strzępkami informacji, które rozszyfrowałam.

Nabrałam 38 oczek, przerobiłam 5 cm ściągaczem 2 oczka prawe na 2 oczka lewe i dalej oczkami prawymi, pod koniec gubiąc po kilka oczek równomiernie w kilku rzędach, co daje zwężenie na końcu czapki. Końcówkę na długości około 30 cm po prostu zakończyłam przeciągając nitkę przez wszystkie pozostałe oczka i zszyłam czapkę, przymierzając do swojej głowy, tak, żeby było mi wygodnie.


Okazało się, że czapka jest dość sztywna na końcu, więc obciążający, okazały pompon musiał być. Przyszywając go uformowałam koniec czapki, żeby się lepiej układał. Z przodu dorobiłam dwa sznurki na szydełku, z tej grubości włóczki wystarczył sznurek z dwóch oczek.
Na całą czapkę wystarczyły dwa motki Nako Lora, na pompon 1/3 trzeciego motka.

I mam czapkę. Doskonała na mrozy (-16 st), które w końcu się pojawiły. 
Lepiej później niż wcale. 
Lepiej zimą niż wiosną :)




środa, 1 listopada 2017

Mariusz Szczygieł "Kaprysik"

Autora "Kaprysika", Mariusza Szczygła, poznałam na spotkaniu autorskim na Targach Książki oraz dzięki kilku wywiadom. Zaciekawił mnie niezwykle pozytywnymi odpowiedziami na zadawane mu pytania, humorem i swoją nietuzikową osobowością. Postanowiłam zapoznać się z twórczością i jakoś tak niedawno, wpadł w moje ręce jego "Kaprysik. Damskie historie".

Spodziewałam się opowieści pod kątem kaprysów kobiet i ich zachcianek... a dostałam różne formy opisujące historie kobiet. Są to bardziej reportaże niż opowiadania, jest też wywiad, listy i krótka biografia.

Najbardziej podobały mi się dwa pierwsze opowiadania: "Reality" i "Kaprysik". Pierwsze jest o pamiętniku życia Janiny Turek, która bezemocjonalnie opisywała wszystko, co się dzieje w jej otoczeniu i zliczała to. Na przykład ile razy grała w bryża, a ile w domino, ile jadła obiadów i co było na kolację albo ile razy kogoś spotkała. Kobieta w ten sposób opisała prawie całe swoje życie, co jest zaskakujące tym bardziej, że nie poznano powodu, dla którego pani Janina zliczała wszystko tak skrupulatnie, wypełniając tym swoje dni.

Głównym motywem tytułowego opowiadania "Kaprysik" są zdjęcia kobiety, która regularnie odwiedza fotografa. Pierwszy portret pani Anny jest z gerberą i tym niecodziennym pomysłem zaskoczyła fotografa, następne zdjęcia są coraz bardziej stylizowane i pomysłowe. Swoista kronika pięknej kobiety. Mariusz Szczygieł odwiedzając ją i jej rodzinę, próbuje odpowiedzieć na pytanie jaką jest kobietą i bierze też udział w jednej z sesji fotograficznych, jako ... skrzat, co zostało uwiecznione na zdjęciu i pokazane czytelnikom. Autor opisuje kobietę jako bardzo poprawną żonę i matkę, przyzwoitą kobietę trzymającą dystans, bardzo mieszczańską i mającą swoje zasady. Formę zdjęć narzuca po swojemu, przebierając się w piękne suknie, ale również jeśli ma taki kaprys, to doczepia skrzydełka motyla.

Kolejne opowiadania-reportaże opowiadają o kartce przypadkowo znalezionej w kawiarni, na której wypisane są nazwiska kobiet i adresy, natomiast autor, jak detektyw, próbuje znaleźć wytłumaczenie powstania tej kartki i dzięki temu poznajemy kilka ciekawych historii kobiet, jest też dowód miłości rektora Akademii Górniczo-Hutniczej i historia tego dowodu, wywiad z piosenkarką Tercetu Egzotycznego, "Serial na dwa długopisy", czyli listy przyjaciółek o swoim codziennym życiu oraz opowieść okołowojenna o aktorce Idzie Kamińskiej.

"Kaprysik" w różowej okładce, każdy rozdział zaczyna się na różowej stronie w białe kropki.

Wszystkie te reportaże są prawdziwe, opowiadają o życiu i przeżyciach kobiet, mających najróżniejsze pomysły na swoje życie, niektóre zaskakują pomysłem, inne zaś ogromną szczerością w spojrzeniu na sytuacje, które je spotykają. Mnie ta książka trochę zasmuciła, bo okazuje się, że los nie zawsze spełnia nasze pragnienia, a życie opisywanych kobiet wcale nie jest łatwe, przyjemne i pełne fajerwerków. Książka skłania do refleksji, mam jednak nadzieję, że inne książki Mariusza Szczygła bardziej podnoszą na duchu, bo pióro ma faktycznie lekkie. Zamierzam to sprawdzić.

Cieszę się natomiast z tego, że niektóre powiedzenia ludzi nie zostaną dzięki tej książce zapomniane. Moim ulubionym są słowa Zofii Czerwińskiej: "Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej". Ach, jak doskonale opisuje to prawdziwą naturę człowieka!

czwartek, 24 sierpnia 2017

"Zagłada domu Usherów" Edgar Allan Poe

"Zagłada domu Usherów" Edgara Allana Poe została okrzyknięta arcydziełem amerykańskiej literatury gotyckiej i jest jedną z najbardziej znanych jego nowel. Wydaje mi się, że kiedyś czytałam coś tego autora, ale widocznie nie zachwyciło mnie to na tyle, żeby zacząć poznawać kolejne dzieła. Ta nowela również mnie jakoś specjalnie nie zachęciła do zagłębienia się w twórczość Poe, niemniej stanowi ciekawą odskocznię od współczesnej literatury. Zagadką jest dla mnie to, że nowela jednocześnie mnie i zmęczyła, i zachwyciła. Dziwne połączenie, prawda?

Na swój sposób męczący był język, którym napisana jest nowela. Niezwykle kwiecisty, zawoalowany, ciężki w czytaniu i opisujący zdarzenia niejednoznacznie, autor krążył wokół wybranego tematu przez kilka stron, ledwo dotykając sedna. Rozbudowane zdania przeładowane słowami, których się już nie używa powodowały, że trudno mi było się skupić na treści, bo z niej nic konkretnego nie wynikało. Jednak w jakiś sposób takie pisanie spowodowało, że tekst stawał się może mniej rzeczywisty, ale jednocześnie był przepełniony po brzegi emocjami narratora, które wręcz się czuło prawie namacalnie, ponieważ odczucia potęgowane były przez depresyjne, przygnębiające otoczenie. Doskonale udało się autorowi nakreślić mroczny klimat, skrzypiące deski, okiennice, ciemność, duszne piwnice i cały ten niesamowity klimat starego, posępnego pałacu. Doskonale udało się nakreślić zgnuśniałość i wiekowość tego miejsca, oraz strach i obawy narratora, który jako przyjaciel właściciela tego ogromnego domu, przyjeżdża na jego ogromną prośbę, żeby dotrzymać mu towarzystwa podczas choroby.

Ciekawym staje się fakt, że im dłużej myślę nad treścią i analizuję to, co przeczytałam, tym bardziej rozumiem nazywanie jej arcydziełem. Jest coś w tej noweli, co umożliwia odkrywanie nowych smaczków, ponieważ każdy szczegół i element dodaje wartości i oddaje nastrój tego ponurego miejsca i tego, co tam się w nim zdarzyło. Cieszę się, że nie czytałam tego nocą, ale jeśli ktoś lubi dodatkowe emocje, polecam spróbować. W końcu to właśnie Edgara Allana Poe okrzyknięto prekursorem gotyckiego horroru.


"Zagłada domu Usherów" dostępna jest za darmo na stronie projektu Wolne lektury w różnych formatach, również audio. Czytałam w tłum. Bolesława Leśmiana.

piątek, 21 lipca 2017

Ażurowe kolczyki w kolorze jeansu

Już od dawna zachwycałam się tymi ażurowymi kolczykami i ich delikatną formą. W końcu na jednym ze spotkań z maniaczkami koralikowymi postanowiłam: zrobię je! Wybrałam kolor niebieskiego jeansu jako przewodni, czyli rivoli Swarovski w kolorze Denim Blue F oraz drobniutkie japońskie koraliki TOHO Inside-Color Luster Crystal - Capri Blue Lined w rozmiarze 15/o. Koraliki są wielkości 2,2 mm, opalizują, mają przezroczystą otoczkę i niebieski środek.

Łatwo powiedzieć "zrobię je!"... to były kolczyki z najbardziej pokręconym wzorem, jaki robiłam, ale udało się podołać wyzwaniu połapania się w tych drobiazgach :) Rezultat mi się podoba, a Wam?

Kolczyki robione wg schematu Julii Buszuchiny.


Kolczyki Ażurowy Denim



czwartek, 13 lipca 2017

Joanna Chmielewska "Zbrodnia w efekcie"

Przeczytanie tej książki odkładałam i odkładałam, aż minęło 5 lat od jej wydania i równocześnie 5 lat od śmierci autorki. Przesuwając czytanie wiedziałam, że to już ostatnia książka Joanny Chmielewskiej, której nie znam i w ogóle ostatnia, ponieważ więcej już nie będzie.

Książki Joanny Chmielewskiej zajmują w mojej prywatnej biblioteczce szczególne miejsce, mam wszystkie w wersji papierowej, niektóre starsze wydania są już tak zaczytane, że kartki nie trzymają się okładek, albo trzymają się siłą woli, nawet u mnie, która o książki dba najbardziej na świecie. Większość książek Joanny Chmielewskiej była czytana po kilkanaście razy, a ja je mogę przeczytać jeszcze i drugie tyle. Zawsze każde wakacje, a potem każdy urlop zaczynałam od przeczytania którejś pozycji. To się stało u mnie rytuałem i żadne wakacje nie były w pełni zaliczone, bez przeczytania chociażby jednej z nich.


"Zbrodnia w efekcie" zawiera w sobie wszystko, co lubię w kryminałach Joanny Chmielewskiej: jest plejada niebanalnych postaci z różnymi dziwactwami oraz trup - tym razem bez głowy, jest też sama autorka wplątana w rozwikłania, jest kilku podejrzanych i przyjazna policja, jest spadek, tajemnica i "bóstwo męskie"... Dosłownie jest wszystko, czym charakteryzuje się kryminał w wykonaniu Chmielewskiej, łącznie z nieograniczoną swobodą języka i charakterystycznym poczuciem humoru.

Akcja zaczyna się od tego, że pewnego deszczowego dnia na działkach coś się zadziało, ktoś wychodził, ktoś się przedzierał przez gąszcz, ktoś się emocjonował, a ktoś inny był całkiem obojętny... Trup bez głowy pojawia się po 5 latach od tych wydarzeń, przy okazji panicznego wykopywania rozrastającego się bambusa. Po kolejnych pięciu latach pojawiają się kolejne ślady i policja ma wtedy pełne ręce roboty.

Kryminały Joanny Chmielewskiej mają specyficzną atmosferę, jest nieboszczyk i dochodzenie, ale tak naprawdę mimo, że wszystko się wokół tego kręci, nie jest to najważniejsze. I w żadnej książce tej autorki takie nie było. Ważne jest pokrętne wyszukiwanie dowodów wśród dziwnych zbiegów okoliczności, ważne są barwne osoby, niepospolite pomysły i bezpośredni, oryginalny język, którym się posługują. Same opisy zbrodni, nawet jeśli są krwawe to opisane są w sposób przyjazny nawet dla osób wrażliwych. Zawsze mnie wprawiało w zadziwienie to, z jaką swobodą, humorem i luzackim podejściem prowadzono rozmowy w miejscu zbrodni. I podobało mi się zawsze, jak autorka siebie samą umiejscawiała w książce, przemycając przy okazji różne osobiste doświadczenia życiowe.

Jestem wieloletnią, nieuleczalną wielbicielką Joanny Chmielewskiej. Miewała ona książki w rodzaju niezbyt udanych projektów autorskich, ale ich jest kilka wśród kilkudziesięciu, a wiele z pozostałych to prawdziwe perełki, po które zawsze chętnie sięgnę. Potrafią mnie za każdym razem rozbawić i pozwalają nabrać dystansu do wielu rzeczy. A czegóż więcej trzeba, żeby dobrze zacząć wakacje?