sobota, 27 lutego 2021

"Rozważna i romantyczna" (Jane Austin) w naszych dzisiejszych, szybkich czasach?

Kupiłam sobie tę książkę dla okładki. Bo piękna, materiałowa z efektem "jedwabnej", z kwiatowym nadrukiem, czerwoną wstążką - zakładką i błyszczącymi napisami. I jak już ją taką całą piękną trzymałam w ręku, postanowiłam od razu przeczytać.

"Rozważna i romantyczna" to powieść sprzed ponad 200 lat, napisana pięknym językiem tamtych czasów, z kurtuazją, lecz nie bez zadumy nad losami ludzkimi. Takim językiem nie posługujemy się już, a to prawdziwa perełka poobcować z nim i przy okazji prześledzić losy dwóch panien na wydaniu, o dość różnych charakterach i podejściu do życia. Czytając uważnie, ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka nie zawiera nic zbędnego, ani jednego niepotrzebnego akapitu. Przy takim ogromie dialogów to jest naprawdę mistrzostwo! Niesamowicie przyjemna uczta słowna, natomiast śledzenie roztrząsań myśli, wrażliwości, rozmów i aluzji tamtych czasów, dają też obraz całości tamtego świata, gdzie rządził nie tylko pieniądz, spryt, aranżowanie komuś życia, ciągłe zabawy, wizyty i umilanie sobie życia. Rządziła też miłość.

To powieść lekka w czytaniu, jednak gdyby się było bardziej uważnym, można by było się wiele nauczyć. Niby życie slow, niby rozkładanie myśli na składniki pierwsze, niby takie cudowne, bezproblemowe życie, a jednak powieść, niby mimochodem pokazuje, że warto przeanalizować swoje emocje, warto poprosić o wybaczenie i warto wybaczyć, warto być świadomym swoich uczuć i swoich zachowań, warto się kształcić, warto podtrzymywać więzi rodzinne i społeczne z ważnymi nam osobami i warto wiedzieć, że nie zawsze jest sprawiedliwie na świecie. Czy nudna? Absolutnie nie! Pod warunkiem, że czytasz z pełną świadomością, a nie prześlizgujesz się bezrefleksyjnie po kolejnych kartkach. Cieszę się, że dane mi było spędzić dwa wieczory w dawnych czasach angielskiej prowincji.



środa, 24 lutego 2021

WOŚP 2021 i Żeglarska Ballada

Oto bransoletka, do której wykonałam zawieszkę z kotwicą. Jeden z wielu projektów Biżuteryjki dla WOŚP na licytacje charytatywne. Gdy tylko usłyszałam w połowie roku 2020, że planowany jest projekt o nazwie ŻEGLARSKA BALLADA, zgłosiła się do niego jako pierwsza i od razu wiedziałam, że to będzie Kotwica! Inspiracją był fakt, że nawet czując nieposkromioną wolność, przestrzeń, bezmiar wody i przygody, trzeba kiedyś zacumować 😉

Moja kotwica powstała przez owinięcie cienkim, srebrnym drucikiem wygiętego w odpowiedni kształt, grubszego drutu. Kotwica opleciona została dodatkowo łańcuchem, całość na obręczy koła, niczym na kole ratunkowym, z wplecionymi srebrnymi kroplami i wspomnieniem głębi oceanu w formie trzech naturalnych, granatowych, półprzeźroczystych kamieni fasetowanego iolitu.

Oto kilka zdjęć z procesu tworzenia:

 
Mój charms:

I zdjęcia całości z charmsami i bazami wykonanymi przez inne twórczynie bransoletki oraz wspaniałym pudełkiem:




niedziela, 21 lutego 2021

WOŚP 2021 i Jesienne Sekrety

Charmsy serduszka do bransoletki JESIENNE SEKRETY powstały na wzór tych pierwszych, sprzed 10 lat, kiedy to powstał pomysł tworzenia dla WOŚP.

Każdy z tych charmsów stworzyła inna osoba. Ode mnie jest serduszko z fasetowanym peridotem zwanym oliwinem, który przyciąga miłość i jest symbolem obfitości i dobrobytu. Moje srebrne serce zostało ukształtowane i oplecione w technice wire-wrapping cienkim drucikiem, z odrobiną łańcuszkowego ażuru. 
 
Tak wygląda efekt końcowy:
A tak wyglądało kilka kolejnych etapów powstawania. Na początku był ... papier i kilka namazanych zawijasów, które powstały w wyobraźni, a że najczęściej nie planuję wszystkiego dokładnie, a idę na żywioł i całość powstaje podczas tworzenia i zmian koncepcji, to od razu ucięłam kawałek srebrnego drucika i zaczęłam wykręcać serduszko.
  Postanowiłam wprowadzić element ażurowy, do czego cudownie nadaje się mały łańcuszek, wpleciony cienkim jak włos srebrnym drucikiem, do tego fasetowane, drobne koraliki naturalnego zielonego peridotu oraz kuleczki srebrne. Ta jedna kulka to 2mm średnicy 😊
Tu jest etap po wypleceniu całości i przyciemnieniu oksydą. W ruch poszło polerowanie, po zdjęciu delikatnie nadmiaru oksydy, to ostatni etap tworzenia, po którym srebro delikatnie błyszczy jak księżyc nocą.. A tu mamy gotowy charms, który został potem doczepiony do wybranej jednej, z dwóch baz, razem z innymi charmsami od innych twórczyń - Biżuteryjek. Mam nadzieję, że nabywcy bransoletki na aukcji charytatywnej WOŚP, bransoletka przyniesie wiele radości.
 

Całość, czyli dwie bazy, charmsy i ręcznie stworzone pudełko, w które została bransoletka zapakowana.


piątek, 12 lutego 2021

Jeśli się tylko chce, to można!

Przygotowania do finału WOŚP 2021 zaczęły się już w lipcu 2020, pół roku wcześniej. Zdecydowałam się ostatecznie do wzięcia udziału w trzech projektach, kultowych bransoletek Biżuteryjek dla WOŚP.

Biżuteryjki dla WOŚP ❤ zaczęły swoją działalność 10 lat temu, tworząc kilka bransoletek z charmsami, które można dowolnie przypinać do bazy bransoletki. Bazy zazwyczaj są dwie, kilka charmsów, mnóstwo możliwości łączenia ❤ Całość zawsze zapakowana w ręcznie stworzone pudełko.

Nad taką jedną bransoletką pracowało zazwyczaj od kilku do kilkunastu osób: kilka tworzyło zawieszki, dwie różne osoby tworzyły dwie bazy, często w różnych technikach, pudełka zaś, to prawdziwe dzieła sztuki, tworzone ręcznie, tematyczne opakowanie do biżuterii. Do tego osoby zajmujące się koordynacją projektu i zebraniu oraz złożeniu całości, zrobienie zdjęć, często organizowano sesje z modelkami, opisy aukcji, prowadzenie stron na facebooku, instagramie, blogu..

W 2021 roku finał WOŚP odbył się pod koniec stycznia, natomiast Bizuteryjki dla WOŚP wystawiły ponad 70 projektów! Miało być z przytupem i było, bo to przecież jubileusz! 10 lat gramy razem z WOŚP
❤

Oto pierwszy charms ode mnie, do bransoletki
SEKRETY KWIATÓW. Turmalin różowy oraz w różnych odcieniach zieleni, został wpleciony wraz ze srebrnym drucikiem w delikatny motyw roślinny. Inspiracją był dla mnie mały leśny kwiatek, gdzieś pośród mchów i paproci, zamieniony w niewielki, połyskujący fasetowanymi kamykami szlachetnymi, biżuteryjny element 🙂

 turmalin różowy i zielony, srebro

I cała bransoletka:




❤❤   ❤

piątek, 31 lipca 2020

Aleksandry Marininy cykl o Anastazji Kamieńskiej

Aleksandra Marinina, wcześniej prawniczka i milicjantka pracująca w kryminologii, teraz zaś pisarka, poczytna autorka powieści kryminalnych, które wydaje od 1992 roku. Jest ich kilkadziesiąt, a zainteresowałam się nimi, uważając, że jeśli powstało tak wiele pozycji w cyklu to znaczy, że ludzie chcą ten cykl czytać, czyli może warto sięgnąć?

"Kolacja z zabójcą", "Gra na cudzym boisku", "Ukradziony sen", "Zabójca mimo woli".. to cztery kolejne tomy, a teraz zaczynam piąty "Złowroga pętla". Coś jest przyciągającego w tych kryminałach i bardzo możliwe, że jest to przede wszystkim intrygująca postać samej analityczki od spraw kryminalnych, Anastazji Kamieńskiej. Major Kamieńska, z pozoru nierzucająca się w oczy, zwyczajna, niezbyt zadbana młoda kobieta o bardzo dobrej pamięci, fantastycznej logice i kojarzeniu skomplikowanych faktów, dziewczyna, która rysując na papierze swoje analizy znajduje niewidoczne powiązania faktów, dając wskazówki swoim kolegom z wydziału lub sama przejmując dochodzenie. Szef Anastazji bardzo wysoko ją ceni, natomiast milicjanci z innych obwodów nie mogą odkryć, dlaczego akurat u nich jest tak duża wykrywalność przestępstw.

Niebanalne są też intrygi w poszczególnych tomach, w "Kolacji z zabójcą" zostaje zamordowana kobieta, wybitny naukowiec - my czytelnicy od początku wiemy, że zajął się sprawą zawodowiec, natomiast wszystko wskazuje, że to nieszczęśliwy wypadek.. Ogólnie to nawet nie tylko w tym tomie, ale zdarza się też w innych, że mordercę poznajemy wcześniej, a pojawiają się pytania dlaczego? skąd? ale w jaki sposób do tego Kamieńska doszła? Poszczególne etapy akcji są tak wyważone, że całość trzyma w napięciu, zaciekawia, intryguje, zachęca do dalszego odkrywania kart opisywanej historii.

"Gra na cudzym boisku" dotyczy dość przerażającego procederu dotyczącego kręcenia filmów na zamówienie, nietypowych, ze starannie dobieranymi aktorami. Kamieńska, poznaje sprawców podczas swojego urlopu w sanatorium, jak próbują wygrać zakład i umówić się z nią na randkę.

"Ukradziony sen" to historia zamordowanej dziewczyny, hostessy, która opowiada znajomym, że w radio zaczęto opowiadać jej sen, koszmar, który śni się jej od dzieciństwa.

"Zabójca mimo woli" poruszył mnie ten tom, pokazuje, że każdy, czy to przestępca, czy milicjant, czy kombinator jest człowiekiem i tak naprawdę nic nie jest zero-jedynkowe. I że czasem dzieją się rzeczy niesprawiedliwe, że czasem marzy się o czymś, wydaje się, że jest to w zasięgu ręki, a za chwilę cała budowana konstrukcja rozsypuje się. Ciekawy psychologiczny kryminał, z tych pierwszych czterech najbardziej mi się podobał. W ogóle mam wrażenie, że każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego, więc z niecierpliwością zaczynam tom kolejny, bo czyta się bardzo dobrze.


 

wtorek, 16 czerwca 2020

"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" Robert M. Wegner

Książkę zaczęłam czytać tuż przed snem, takie "tylko pół godzinki" i to był błąd. Nie potrafiłam się oderwać już od pierwszego opowiadania. "Ale to było dobre", jak mawia mój znajomy - to zdanie kończyło każde z opowiadań. Każde.
Jestem zachwycona Strażą Górską, honorową, waleczną, pomysłową, opisami walk, magią, mieczami i toporami, bitwami bogów, kulturą poznawanych plemion, i, nie sądziłam, że to powiem: historią Imperium Meekhańskiego, poznawanego powoli, wraz z kolejnymi zdarzeniami, gdzie tyle się działo i dzieje. Jestem zachwycona opisem Świata, w którym może stać się wszystko, ale łącznie z zachowaniem szeroko rozumianej równowagi. 
Świetny jest inteligentny humor, sarkastyczne wypowiedzi i smaczki słowne, którymi Autor nas raczy nienachalnie, ale dobitnie. Dla mnie takie wtrącenia zawsze ogromnie podbijają wartość książki, bo po prostu je uwielbiam. Opisy otaczającego Świata natomiast to majstersztyk! Robert M. Wegner potrafi w kilku, dosłownie kilku zdaniach opisać otoczenie tak, że widzi się otaczające zimowe zbocza, plączące się po wyżłobieniach ostatnie promienie słońca, czuje się nosem rześkie, wilgotne powietrze lub suchy piach, brak wody i parzące, pustynne słońce - tak jak on maluje otoczenie, piszą tylko autorzy mający ogromny talent, bo całość czujesz, jakbyś tam był, widział i smakował.

Poza tym pierwszy raz czytałam opisy bitew z wypiekami na twarzy. Nikomu się to nie udało do tej pory, Wegnerowi tak!

Całość książki jest bardzo przemyślana, całościowo spójna, intrygująca i zaskakująca. To cudowne, że trafiam jeszcze na książki, które potrafią mnie TAK zachwycić. Zdecydowanie polecam, zaś fanom fantastyki te opowiadania są obowiązkowe. 

"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" to pierwszy tom cyklu opowieści i już cieszę się na kolejne!


Czytałeś? Czytałaś? Jak wrażenia?

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Renata Kosin "Tatarka"

"Tatarka" Renaty Kosin to piękna opowieść o miłości sprzed ponad stu lat, rodzinnych historiach i tajemnicach pradziadków oraz ich poszukiwaniu. Bardzo lubię tło wydarzeń występujące chyba w każdej z książek Renaty Kosin, sielskość starego domu z otaczającym go ogrodem, pachnącą trawą, kwitami i szumiącymi drzewami. Ciepło, latające pszczoły, domowe konfitury i wszelkie przetwory z użyciem poziomek, kwiatów fiołka i nasturcji rozbudzają nie tylko wyobraźnię, ale również tęsknotę za czasami beztroski, świeżości przyrody, porannych mgieł i rosy oraz zapachu domowego ciasta, przypraw i ziół.

Akcja zaczyna się w Bujanach, gdzie Ksenia, po ciężkich egzaminach i rozterkach miłosnych, spędza swoje wakacje u mamy Leny, opiekującej się starszą, acz dziarską babką Honoratą. Bohaterki, jako ciekawe osobowości, miałam już okazję poznać w książce "Jedwabne rękawiczki" tej samej autorki, tutaj zaś poznajemy dalsze, lecz zupełnie inne losy. Całkiem możliwe, że cała ta historia zaczyna się rozwijać na Juwenaliach Politechniki Białostockiej, gdzie Ksenia poznaje Emira, Tatara, który zaprasza ją na obchody święta Sabantuj w Kruszynianach. Możliwe, że historia zaczęła się jednak w Kruszynianach, gdzie dziewczyna poznaje dziadka Emira, opowiadającego jej o bohaterskich wyczynach tatarskich za czasów Jana III Sobieskiego, a może wtedy, gdy przygląda się ze zdumieniem staremu zdjęciu pewnej kobiety...

Bardzo podoba mi się historia opowiedziana w "Tatarce", sposób przedstawienia i poszukiwań tajemnic historycznych, co do których niekiedy są wątpliwości, czy aby na pewno powinny ujrzeć światło dzienne, czy może lepiej ich nie znać. Podczas opisywanych poszukiwań i towarzyszących temu rozterek, poznajemy też odrobinę kultury tatarskiej na ziemiach podlaskich, ich zwyczaje, przedmioty, którymi się otaczają, wierzenia i kuchnię. Ale nie tylko. Bardzo ucieszył mnie poruszony wątek o gimnastyce słowiańskiej dla kobiet, o której jest coraz głośniej, połączenie słowiańskiego zwyczaju puszczania wianków w Noc Kupały i istniejących na Podlasiu "miejsc mocy". Sielskość małych miejscowości w połączeniu z mieszanką kulturową, wierzeniami i tajemnicami rodzinnymi stanowi w tej książce bardzo ciekawe połączenie i tak naprawdę zatopienie się w lekturze to tylko kwestia przeczytania kilku pierwszych kartek. Potem już trudno oderwać się od tej książki. Moim zdaniem jest znakomita!


/źródło zdjęcia: LubimyCzytac.pl/