wtorek, 10 stycznia 2023

Gdzie jestem?

Przeniosłam się na inne media, na które zapraszam:

O moich twórczościach robótkowych, o podróżach i zachwytem Naturą:
https://www.instagram.com/jola_naila/

O tym, co czytam i przeczytałam:
https://www.instagram.com/naila.czyta/

wtorek, 21 grudnia 2021

"Kółko się Pani urwało" Jacek Gliński

Miała być pełna uśmiechu, a okazała się tak bardzo nie dla mnie.

Pomysł może i miał potencjał, ale już dawno żadna książka mnie tak nie wymęczyła. Totalnie nie mój poziom humoru, cała książka pełna starociotkowego gadania, nużących wywodów o wszystkim i niczym. Czytałam z nadzieją, że to może tylko uzasadniona przykrywka, zaraz się zacznie coś ciekawego. Myliłam się. Wśród tego zagadywania czytelnika o wszystkim, z różnymi bezcelowymi szczegółami, powstaje wiele wątków i nic się nie zamyka na końcu. Na szczęście szybko się czyta i są zachwyceni fani tej książki. Przykro mi, ja do nich jednak nie należę.

Tytuł: Kółko się Pani urwało (tom 1 cyklu Zofia Wilkońska)
Autor: Jacek Galiński

    
A Wam się podobało? :)

środa, 8 grudnia 2021

#takietampieprzenie2021

To nie jest typowy poradnik, a ta książka nie zastąpi terapii ani nie naprawi związku. Ale pokaże Ci, jakie masz możliwości i na co dobrze jest zwrócić uwagę przed, w trakcie związku i w sytuacji, gdy chyli się on ku końcowi. Przeznaczona jest głównie dla kobiet i dla niektórych z nich otworzy szeroko oczy i pokaże całkiem nowe spojrzenie, bez "gdybyś tylko", "wypada, żebyś" i "a nie mogłaś..", natomiast niektóre z nas, które przeszły już tę ścieżkę, pokiwają głową i powiedzą, Aniu wszystko co piszesz to prawda.

W tej małej, acz treściwej, różowej książeczce dowiesz się
czym jest partnerstwo w związku, dlaczego rozstanie jest dobrym rozwiązaniem i jak wyjść z bagna, w którym toniemy. Niestety mam przekonanie, że opisane tu sytuacje są tak naprawdę szczytem góry lodowej i każdy można mocniej rozwinąć. Autorka poruszyła między innymi nadal bardzo aktualny temat przemocy, czym jest i jak ją rozpoznać oraz dlaczego rozwód nie jest widzimisię, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z patologią. Wielka szkoda, że książki prawdopodobnie nie przeczytają ci wszyscy "Złoci Doradcy z Dupy", którzy stoją na straży cnót mówiąc "wyolbrzymiasz", gdy dzieje się krzywda. A powinni, bo czas najwyższy, żeby przestać zamiatać pod dywan i przestać narzucać swój skrzywiony światopogląd, promujący pogardę i przemoc, a pozwolić ludziom zwyczajnie żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami.


Książka jest trochę ironiczna, trochę z humorem i też na całkiem poważnie. Część humorystyczna chyba najmniej przypadła mi do gustu, chociaż wypunktowane pozycje czy partner jest, czy nie jest dla ciebie, są porządnym zestawieniem do przemyślenia, czego możemy chcieć od danej relacji. Natomiast część mniej humorystyczną bardzo mocno polecam. Jeżeli masz zachwiany poziom normy, jeśli chcesz się dowiedzieć, jaki jest najbardziej obrzydliwy element manipulacji i jeśli sądzisz, że rodzina to więzy krwi, to ta książka jest dla Ciebie.

Tytuł: #takietampieprzenie2021
Autor: Doktor Ania (Anna Makowska)

sobota, 13 listopada 2021

#takietampieprzenie2020

Mała książeczka o wielkiej mocy. Albo i nie, bo tylko wtedy zadziała, gdy tego potrzebujesz i chcesz. Sam konkret, bez owijania w jedwabie. Zmusza do przemyśleń o sobie, o tym co to jest normalność w codziennym życiu, czym jest wolność w związku i wolność własnych wyborów. W pewnym momencie złapałam się na tym, że prawie każdy akapit czytam ponownie, trochę wolniej, zastanawiając się, porównując moje wypracowane przez lata prawdy i nastawienie do życia, z opisywanym. I bardzo to ze mną współgra.

To nietypowa pozycja na naszym rynku, totalnie inna od cukrowych poradników. Notabene autorka od lat uczy o szkodliwości nadmiaru cukru w naszej codziennej diecie. W sumie to nawet nie jest poradnik, treść może być dla niektórych jak stuknięcie młotem, walącym w ramki społeczne, w które od dziecka jesteśmy w większości dopasowywani, mówi wprost rzeczy niewygodne, ale warte zauważenia i zastanowienia się, żeby wyjść z marazmu, polepszyć swoje życie i po prostu zacząć żyć w pełni świadomie.

Tytuł: #takietampieprzenie2020
Autor: Doktor Ania



 Opublikowałam również na lubimyczytac.pl oraz na Instagramie.


piątek, 3 września 2021

Tajemniczy świat magiczny: "Baśniobór" - tom 1

Po ostatniej książce chciałam koniecznie pozostać w bajkowych klimatach, więc chwyciłam, bardzo polecaną przez wiele osób książkę: "Baśniobór" Brandon Mull. I mimo tego, że jest dla dzieci i jest też trochę "niegrzeczna" w stylu "zrobię na złość", to ręczę, że książka spodoba się również dorosłym. Ale głównie tym dorosłym, którzy lubią świat przepełniony magią, różnymi dobrymi i złymi stworzeniami i którym nie będą przeszkadzać małe, latające i piękne wróżki :)

Kendra i Seth jadą po raz pierwszy w odwiedziny do dziadka i babci, do dużego domu w lesie, otoczonego pięknym ogrodem. Dom, ogród i las mają swoje tajemnice, które rodzeństwo powoli odkrywa, a zabawa... może zaczyna się od rozstawionych po ogrodzie miseczek z mlekiem, a może od szukania na strychu małych kluczyków? Grunt, że się zaczyna i robi niemałe szkody. Nic więcej nie zdradzę, bo to ogromna frajda nic na ten temat nie wiedzieć i odkrywać ten magiczny świat razem z bohaterami. Bardzo polecam!

Opublikowałam również na: @Naila.czyta oraz Lubimyczytac.pl.

wtorek, 31 sierpnia 2021

Słowiańska magia, czyli jak zostać Wiedmą?

"Wiedma" Moniki Maciewicz to niezwykle baśniowa opowieść, pełna starosłowiańskich wierzeń i prawd splątanych magią. Biwia płynie na wyspę starej Wiedmy, którą nazywano tak, bo dużo wiedziała: jak leczyć ludzi i zwierzęta, jak przyjmować porody, jak zapewniać urodzaj i powodzenie. Staruszka uczy młodą dziewczynę korzystania z mocy, pomagania, ziołolecznictwa, poznania tego, czego prawdziwa wiedźma znać powinna. Biwia poznaje tajniki tajemnej wiedzy, zaklęcia, rytuały i świat magicznych stworzeń. Odkrywa, że obok ludzi żyją też kikimory, rusałki, domowiki, chmurniki, strzygi, a my.. słyszeliśmy o nich przecież. Opowiadany świat oparty jest na faktach, równowadze, mocy natury. Wiedźma pachnąca kamforowym wrotyczem, uczy o ziołach, które często w dzisiejszym świecie mamy pod ręką, które mogą pomóc lub zaszkodzić i tłumaczy, że często ludzie sami sobie wybierają lek, który im pomoże. Jest wiele prawdy w tych naukach, jak i w tym, że ludzie się boją tego, czego nie znają. Boją się Wiedźm.

O tym, jak Biwia staje się Wiedmą, jakie ma rozterki, jaki los dla niej został przeznaczony, jak wyglądały sabaty na Łysej Górze - poznasz, czytając tę opowieść. Mnie oczarowała.


Zachęciłam? :)
Recenzję umieściłam też na Instagramie: @Naila.czyta oraz na Lubimyczytać.pl.

niedziela, 30 maja 2021

Cixin Liu - "Wędrująca Ziemia", czyli jak zniszczyć Ziemię i ludzkość i żyć w alternatywnej rzeczywistości

Okładka, Wydawnictwo Rebis

Mimo tego, że nie jestem fanką science fiction, to jednak po przeczytaniu pierwszego opowiadania, w którym Ziemia ma się wyrwać z układu słonecznego, chciałam się dowiedzieć co jeszcze można wymyślić. Opowiadania ogólnie wydają się dość absurdalne i przedstawiają różne wizje niszczenia Ziemi i jej mieszkańców, ale nastawienie jest raczej na pomysł, jak do tego mogło dojść, niż na samą wizję zagłady. Wizje niszczenia Ziemi abstrakcją w sumie już nie są, stają się naszymi realiami, natomiast książka pokazuje różne warianty, do czego może w rezultacie dojść i nie są to pozytywne wizje. Prawdę mówiąc potraktowałam opowiadania jako rozszerzenie myślowych horyzontów, a ponieważ w pierwszych opowiadaniach poziom absurdu mnie trochę poraził, tylko ciekawość sprawiła, że czytałam dalej. Spodobało mi się natomiast kilka dalszych tekstów i z zaciekawieniem czytałam o mikroskopijnych ludziach, a wirusie, tunelu, hibernacjach, wakacjach z obcymi oczami i ogromnym jaszczurze - pożeraczu. Do fantastyki mnie nie przekonano, natomiast poznanie tych opowiadań było ciekawym doświadczeniem.

sobota, 27 lutego 2021

"Rozważna i romantyczna" (Jane Austin) w naszych dzisiejszych, szybkich czasach?

Kupiłam sobie tę książkę dla okładki. Bo piękna, materiałowa z efektem "jedwabnej", z kwiatowym nadrukiem, czerwoną wstążką - zakładką i błyszczącymi napisami. I jak już ją taką całą piękną trzymałam w ręku, postanowiłam od razu przeczytać.

"Rozważna i romantyczna" to powieść sprzed ponad 200 lat, napisana pięknym językiem tamtych czasów, z kurtuazją, lecz nie bez zadumy nad losami ludzkimi. Takim językiem nie posługujemy się już, a to prawdziwa perełka poobcować z nim i przy okazji prześledzić losy dwóch panien na wydaniu, o dość różnych charakterach i podejściu do życia. Czytając uważnie, ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka nie zawiera nic zbędnego, ani jednego niepotrzebnego akapitu. Przy takim ogromie dialogów to jest naprawdę mistrzostwo! Niesamowicie przyjemna uczta słowna, natomiast śledzenie roztrząsań myśli, wrażliwości, rozmów i aluzji tamtych czasów, dają też obraz całości tamtego świata, gdzie rządził nie tylko pieniądz, spryt, aranżowanie komuś życia, ciągłe zabawy, wizyty i umilanie sobie życia. Rządziła też miłość.

To powieść lekka w czytaniu, jednak gdyby się było bardziej uważnym, można by było się wiele nauczyć. Niby życie slow, niby rozkładanie myśli na składniki pierwsze, niby takie cudowne, bezproblemowe życie, a jednak powieść, niby mimochodem pokazuje, że warto przeanalizować swoje emocje, warto poprosić o wybaczenie i warto wybaczyć, warto być świadomym swoich uczuć i swoich zachowań, warto się kształcić, warto podtrzymywać więzi rodzinne i społeczne z ważnymi nam osobami i warto wiedzieć, że nie zawsze jest sprawiedliwie na świecie. Czy nudna? Absolutnie nie! Pod warunkiem, że czytasz z pełną świadomością, a nie prześlizgujesz się bezrefleksyjnie po kolejnych kartkach. Cieszę się, że dane mi było spędzić dwa wieczory w dawnych czasach angielskiej prowincji.



środa, 24 lutego 2021

WOŚP 2021 i Żeglarska Ballada

Oto bransoletka, do której wykonałam zawieszkę z kotwicą. Jeden z wielu projektów Biżuteryjki dla WOŚP na licytacje charytatywne. Gdy tylko usłyszałam w połowie roku 2020, że planowany jest projekt o nazwie ŻEGLARSKA BALLADA, zgłosiła się do niego jako pierwsza i od razu wiedziałam, że to będzie Kotwica! Inspiracją był fakt, że nawet czując nieposkromioną wolność, przestrzeń, bezmiar wody i przygody, trzeba kiedyś zacumować 😉

Moja kotwica powstała przez owinięcie cienkim, srebrnym drucikiem wygiętego w odpowiedni kształt, grubszego drutu. Kotwica opleciona została dodatkowo łańcuchem, całość na obręczy koła, niczym na kole ratunkowym, z wplecionymi srebrnymi kroplami i wspomnieniem głębi oceanu w formie trzech naturalnych, granatowych, półprzeźroczystych kamieni fasetowanego iolitu.

Oto kilka zdjęć z procesu tworzenia:

 
Mój charms:

I zdjęcia całości z charmsami i bazami wykonanymi przez inne twórczynie bransoletki oraz wspaniałym pudełkiem:




niedziela, 21 lutego 2021

WOŚP 2021 i Jesienne Sekrety

Charmsy serduszka do bransoletki JESIENNE SEKRETY powstały na wzór tych pierwszych, sprzed 10 lat, kiedy to powstał pomysł tworzenia dla WOŚP.

Każdy z tych charmsów stworzyła inna osoba. Ode mnie jest serduszko z fasetowanym peridotem zwanym oliwinem, który przyciąga miłość i jest symbolem obfitości i dobrobytu. Moje srebrne serce zostało ukształtowane i oplecione w technice wire-wrapping cienkim drucikiem, z odrobiną łańcuszkowego ażuru. 
 
Tak wygląda efekt końcowy:
A tak wyglądało kilka kolejnych etapów powstawania. Na początku był ... papier i kilka namazanych zawijasów, które powstały w wyobraźni, a że najczęściej nie planuję wszystkiego dokładnie, a idę na żywioł i całość powstaje podczas tworzenia i zmian koncepcji, to od razu ucięłam kawałek srebrnego drucika i zaczęłam wykręcać serduszko.
  Postanowiłam wprowadzić element ażurowy, do czego cudownie nadaje się mały łańcuszek, wpleciony cienkim jak włos srebrnym drucikiem, do tego fasetowane, drobne koraliki naturalnego zielonego peridotu oraz kuleczki srebrne. Ta jedna kulka to 2mm średnicy 😊
Tu jest etap po wypleceniu całości i przyciemnieniu oksydą. W ruch poszło polerowanie, po zdjęciu delikatnie nadmiaru oksydy, to ostatni etap tworzenia, po którym srebro delikatnie błyszczy jak księżyc nocą.. A tu mamy gotowy charms, który został potem doczepiony do wybranej jednej, z dwóch baz, razem z innymi charmsami od innych twórczyń - Biżuteryjek. Mam nadzieję, że nabywcy bransoletki na aukcji charytatywnej WOŚP, bransoletka przyniesie wiele radości.
 

Całość, czyli dwie bazy, charmsy i ręcznie stworzone pudełko, w które została bransoletka zapakowana.


piątek, 12 lutego 2021

Jeśli się tylko chce, to można!

Przygotowania do finału WOŚP 2021 zaczęły się już w lipcu 2020, pół roku wcześniej. Zdecydowałam się ostatecznie do wzięcia udziału w trzech projektach, kultowych bransoletek Biżuteryjek dla WOŚP.

Biżuteryjki dla WOŚP ❤ zaczęły swoją działalność 10 lat temu, tworząc kilka bransoletek z charmsami, które można dowolnie przypinać do bazy bransoletki. Bazy zazwyczaj są dwie, kilka charmsów, mnóstwo możliwości łączenia ❤ Całość zawsze zapakowana w ręcznie stworzone pudełko.

Nad taką jedną bransoletką pracowało zazwyczaj od kilku do kilkunastu osób: kilka tworzyło zawieszki, dwie różne osoby tworzyły dwie bazy, często w różnych technikach, pudełka zaś, to prawdziwe dzieła sztuki, tworzone ręcznie, tematyczne opakowanie do biżuterii. Do tego osoby zajmujące się koordynacją projektu i zebraniu oraz złożeniu całości, zrobienie zdjęć, często organizowano sesje z modelkami, opisy aukcji, prowadzenie stron na facebooku, instagramie, blogu..

W 2021 roku finał WOŚP odbył się pod koniec stycznia, natomiast Bizuteryjki dla WOŚP wystawiły ponad 70 projektów! Miało być z przytupem i było, bo to przecież jubileusz! 10 lat gramy razem z WOŚP
❤

Oto pierwszy charms ode mnie, do bransoletki
SEKRETY KWIATÓW. Turmalin różowy oraz w różnych odcieniach zieleni, został wpleciony wraz ze srebrnym drucikiem w delikatny motyw roślinny. Inspiracją był dla mnie mały leśny kwiatek, gdzieś pośród mchów i paproci, zamieniony w niewielki, połyskujący fasetowanymi kamykami szlachetnymi, biżuteryjny element 🙂

 turmalin różowy i zielony, srebro

I cała bransoletka:




❤❤   ❤

piątek, 31 lipca 2020

Aleksandry Marininy cykl o Anastazji Kamieńskiej

Aleksandra Marinina, wcześniej prawniczka i milicjantka pracująca w kryminologii, teraz zaś pisarka, poczytna autorka powieści kryminalnych, które wydaje od 1992 roku. Jest ich kilkadziesiąt, a zainteresowałam się nimi, uważając, że jeśli powstało tak wiele pozycji w cyklu to znaczy, że ludzie chcą ten cykl czytać, czyli może warto sięgnąć?

"Kolacja z zabójcą", "Gra na cudzym boisku", "Ukradziony sen", "Zabójca mimo woli".. to cztery kolejne tomy, a teraz zaczynam piąty "Złowroga pętla". Coś jest przyciągającego w tych kryminałach i bardzo możliwe, że jest to przede wszystkim intrygująca postać samej analityczki od spraw kryminalnych, Anastazji Kamieńskiej. Major Kamieńska, z pozoru nierzucająca się w oczy, zwyczajna, niezbyt zadbana młoda kobieta o bardzo dobrej pamięci, fantastycznej logice i kojarzeniu skomplikowanych faktów, dziewczyna, która rysując na papierze swoje analizy znajduje niewidoczne powiązania faktów, dając wskazówki swoim kolegom z wydziału lub sama przejmując dochodzenie. Szef Anastazji bardzo wysoko ją ceni, natomiast milicjanci z innych obwodów nie mogą odkryć, dlaczego akurat u nich jest tak duża wykrywalność przestępstw.

Niebanalne są też intrygi w poszczególnych tomach, w "Kolacji z zabójcą" zostaje zamordowana kobieta, wybitny naukowiec - my czytelnicy od początku wiemy, że zajął się sprawą zawodowiec, natomiast wszystko wskazuje, że to nieszczęśliwy wypadek.. Ogólnie to nawet nie tylko w tym tomie, ale zdarza się też w innych, że mordercę poznajemy wcześniej, a pojawiają się pytania dlaczego? skąd? ale w jaki sposób do tego Kamieńska doszła? Poszczególne etapy akcji są tak wyważone, że całość trzyma w napięciu, zaciekawia, intryguje, zachęca do dalszego odkrywania kart opisywanej historii.

"Gra na cudzym boisku" dotyczy dość przerażającego procederu dotyczącego kręcenia filmów na zamówienie, nietypowych, ze starannie dobieranymi aktorami. Kamieńska, poznaje sprawców podczas swojego urlopu w sanatorium, jak próbują wygrać zakład i umówić się z nią na randkę.

"Ukradziony sen" to historia zamordowanej dziewczyny, hostessy, która opowiada znajomym, że w radio zaczęto opowiadać jej sen, koszmar, który śni się jej od dzieciństwa.

"Zabójca mimo woli" poruszył mnie ten tom, pokazuje, że każdy, czy to przestępca, czy milicjant, czy kombinator jest człowiekiem i tak naprawdę nic nie jest zero-jedynkowe. I że czasem dzieją się rzeczy niesprawiedliwe, że czasem marzy się o czymś, wydaje się, że jest to w zasięgu ręki, a za chwilę cała budowana konstrukcja rozsypuje się. Ciekawy psychologiczny kryminał, z tych pierwszych czterech najbardziej mi się podobał. W ogóle mam wrażenie, że każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego, więc z niecierpliwością zaczynam tom kolejny, bo czyta się bardzo dobrze.


 

wtorek, 16 czerwca 2020

"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" Robert M. Wegner

Książkę zaczęłam czytać tuż przed snem, takie "tylko pół godzinki" i to był błąd. Nie potrafiłam się oderwać już od pierwszego opowiadania. "Ale to było dobre", jak mawia mój znajomy - to zdanie kończyło każde z opowiadań. Każde.
Jestem zachwycona Strażą Górską, honorową, waleczną, pomysłową, opisami walk, magią, mieczami i toporami, bitwami bogów, kulturą poznawanych plemion, i, nie sądziłam, że to powiem: historią Imperium Meekhańskiego, poznawanego powoli, wraz z kolejnymi zdarzeniami, gdzie tyle się działo i dzieje. Jestem zachwycona opisem Świata, w którym może stać się wszystko, ale łącznie z zachowaniem szeroko rozumianej równowagi. 
Świetny jest inteligentny humor, sarkastyczne wypowiedzi i smaczki słowne, którymi Autor nas raczy nienachalnie, ale dobitnie. Dla mnie takie wtrącenia zawsze ogromnie podbijają wartość książki, bo po prostu je uwielbiam. Opisy otaczającego Świata natomiast to majstersztyk! Robert M. Wegner potrafi w kilku, dosłownie kilku zdaniach opisać otoczenie tak, że widzi się otaczające zimowe zbocza, plączące się po wyżłobieniach ostatnie promienie słońca, czuje się nosem rześkie, wilgotne powietrze lub suchy piach, brak wody i parzące, pustynne słońce - tak jak on maluje otoczenie, piszą tylko autorzy mający ogromny talent, bo całość czujesz, jakbyś tam był, widział i smakował.

Poza tym pierwszy raz czytałam opisy bitew z wypiekami na twarzy. Nikomu się to nie udało do tej pory, Wegnerowi tak!

Całość książki jest bardzo przemyślana, całościowo spójna, intrygująca i zaskakująca. To cudowne, że trafiam jeszcze na książki, które potrafią mnie TAK zachwycić. Zdecydowanie polecam, zaś fanom fantastyki te opowiadania są obowiązkowe. 

"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" to pierwszy tom cyklu opowieści i już cieszę się na kolejne!


Czytałeś? Czytałaś? Jak wrażenia?

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Renata Kosin "Tatarka"

"Tatarka" Renaty Kosin to piękna opowieść o miłości sprzed ponad stu lat, rodzinnych historiach i tajemnicach pradziadków oraz ich poszukiwaniu. Bardzo lubię tło wydarzeń występujące chyba w każdej z książek Renaty Kosin, sielskość starego domu z otaczającym go ogrodem, pachnącą trawą, kwitami i szumiącymi drzewami. Ciepło, latające pszczoły, domowe konfitury i wszelkie przetwory z użyciem poziomek, kwiatów fiołka i nasturcji rozbudzają nie tylko wyobraźnię, ale również tęsknotę za czasami beztroski, świeżości przyrody, porannych mgieł i rosy oraz zapachu domowego ciasta, przypraw i ziół.

Akcja zaczyna się w Bujanach, gdzie Ksenia, po ciężkich egzaminach i rozterkach miłosnych, spędza swoje wakacje u mamy Leny, opiekującej się starszą, acz dziarską babką Honoratą. Bohaterki, jako ciekawe osobowości, miałam już okazję poznać w książce "Jedwabne rękawiczki" tej samej autorki, tutaj zaś poznajemy dalsze, lecz zupełnie inne losy. Całkiem możliwe, że cała ta historia zaczyna się rozwijać na Juwenaliach Politechniki Białostockiej, gdzie Ksenia poznaje Emira, Tatara, który zaprasza ją na obchody święta Sabantuj w Kruszynianach. Możliwe, że historia zaczęła się jednak w Kruszynianach, gdzie dziewczyna poznaje dziadka Emira, opowiadającego jej o bohaterskich wyczynach tatarskich za czasów Jana III Sobieskiego, a może wtedy, gdy przygląda się ze zdumieniem staremu zdjęciu pewnej kobiety...

Bardzo podoba mi się historia opowiedziana w "Tatarce", sposób przedstawienia i poszukiwań tajemnic historycznych, co do których niekiedy są wątpliwości, czy aby na pewno powinny ujrzeć światło dzienne, czy może lepiej ich nie znać. Podczas opisywanych poszukiwań i towarzyszących temu rozterek, poznajemy też odrobinę kultury tatarskiej na ziemiach podlaskich, ich zwyczaje, przedmioty, którymi się otaczają, wierzenia i kuchnię. Ale nie tylko. Bardzo ucieszył mnie poruszony wątek o gimnastyce słowiańskiej dla kobiet, o której jest coraz głośniej, połączenie słowiańskiego zwyczaju puszczania wianków w Noc Kupały i istniejących na Podlasiu "miejsc mocy". Sielskość małych miejscowości w połączeniu z mieszanką kulturową, wierzeniami i tajemnicami rodzinnymi stanowi w tej książce bardzo ciekawe połączenie i tak naprawdę zatopienie się w lekturze to tylko kwestia przeczytania kilku pierwszych kartek. Potem już trudno oderwać się od tej książki. Moim zdaniem jest znakomita!


/źródło zdjęcia: LubimyCzytac.pl/

sobota, 28 marca 2020

Miłosz Brzeziński "Wy wszyscy moi ja"

Książkę "Wy wszyscy moi ja" Miłosza Brzezińskiego jest mi bardzo trudno ocenić, bo jest jednocześnie ciekawa, ale i.. no właśnie. Bardzo trudno mi się ją czytało, zwłaszcza jakieś pierwsze 200 stron. Potem było już całkiem z górki, jakby autor nauczył się po czasie lepiej i bardziej logicznie wiązać poszczególne sprawy, o których opowiada. Początek zawiera bardzo wiele zbędnych, nic nie wnoszących, pustych zdań, które miałam wrażenie, mają funkcję "zapchajdziury". A zupełnie niepotrzebnie jest wypełnianie książki słowami bez znaczenia, bo mnogość tematów i badań naukowych w niej zawartych, nie potrzebuje tego. Książka jest przez to chaotyczna, autor przeskakuje często w jednym, krótkim akapicie do 4-5 różnych myśli i zagadnień, opisujących, albo i nie, to co było w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu. Czytanie tak skonstruowanego tekstu jest zwyczajnie męczące. Początkowe rozdziały to zebrane najróżniejsze eksperymenty i miałam wrażenie czasem, że na zasadzie copy-paste z oryginalnych badań, bo teksty są pisane różnym stylem i z wszelaką trudnością słów. I o to niedogranie całości mam żal do autora i nie do końca jestem zachwycona tą pozycją.

Pomimo tego, że do książki podchodziłam jak do jeża, to uparłam się na doczytanie jej. Nie żałuję, bo zawiera ogrom bardzo ciekawych eksperymentów i już dla nich samych warto. Oczywiście jeśli ktoś jest gotów na równoległą chaotyczność. Każde opisane badanie może zachęcić do pytań dodatkowych i szukania na nie odpowiedzi we własnym zakresie. Może, ale nie musi. W książce nie ma bibliografii na końcu, wszelkie informacje, tytuły i nazwiska przekazywane są bezpośrednio w tekście.

Czy polecam? I tak i nie. Dlaczego nie, to opisałam wyżej, logiki chaotyczności tej książki nie odkryłam i szczerze mówiąc nawet nie chce mi się nad tym już zastanawiać. Natomiast jeśli jesteś ciekawy/ciekawa, jak otoczenie i inni ludzie wpływają na nas, na nasze działania, na czym powinniśmy się skupić, żeby móc lepiej funkcjonować w naszej rzeczywistości, czy jest możliwe odmłodzenie przez otoczenie, czy słuchając muzyki podczas nauki będziemy lepiej przyswajać wiedzę, jakie robale pomagają i przeszkadzają w życiu i dlaczego nie zawsze wybitny uczeń powinien iść do wybitnej uczelni - na te i wiele, naprawdę wiele innych zagadnień i pytań możesz znaleźć w tej książce odpowiedź. Proponuję się samemu przekonać, czy warto.


wtorek, 17 września 2019

Linus Reichlin "Tęsknota atomów"

Zachęcił mnie tekst na okładce, informujący, że jest to "najlepsza niemieckojęzyczna powieść kryminalna 2009 roku" oraz to, że zapomniałam czytnika na długą podróż pociągiem. To książka z przypadku, ale wszechstronna, bo jest w niej i morderstwo, fizyka kwantowa i trochę romansu.

"Tęsknota atomów" to historia belgijskiego inspektora Jansena, do którego przychodzi pijany Amerykanin - ojciec dwóch synów, z informacją, że boi się o swoje życie. Zagadkowa śmierć turysty, którego policjant wcześniej zignorował, zajmuje myśli Jansena na tyle, że postanawia odkryć przyczynę śmierci. Jej odkrycie okazuje się większym wyzwaniem, niż fizyka kwantowa, którą inspektor się prywatnie interesuje, a której niektóre procesy, w dość prosty sposób objaśnia czytelnikom. Śledztwo oraz tajemnicza, niewidoma kobieta prowadzą go do Meksyku. Jest to podróż z przygodami, wędrówką na czas, przy czym cele obojga niekoniecznie są zbieżne.

Mam trochę problem z określeniem tej książki, bo jest inna, niż kryminały, do których przyzwyczaił mnie rynek czytelniczy. Jest nieco kanciasta w odbiorze, sztywna. I to wcale nie jest związane z fizyką kwantową, raczej z brakiem głębi myśli bohaterów. Czytając miałam wrażenie, że akcja dzieje się nieśpiesznie, mimo, że trochę się przecież działo. Możliwe, że to dlatego, że powieść ta jest daleka do stylu amerykańskich kryminałów i sensacji, gdzie nagromadzenie wszystkiego w jednym rozdziale przewyższałoby wszelkie normy, jeśli by takie istniały. Pomimo braku ogromu fajerwerków, zadziwiająco sprawnie autor umieścił akcję na 300 stronach, podczas gdy wydawało mi się, że niewiele się dzieje. Poznajemy ostatecznie cel bohaterów, poznajemy przyczyny śmierci, chociaż mnie to wyjaśnienie nie przekonuje, tak samo, jak sztywne zalążki uczuć, na okładce szumnie określone jako romans.

Wydawnictwo zapowiedziało tę książkę jako cykl, ale od 2011 roku, kiedy to książka pojawiła się na rynku polskim, nic więcej o nim nie słychać. W sumie to przeczytałabym kiedyś kolejny tom, ale nie byłby on priorytetem mojej kolejki czytelniczej.


piątek, 26 lipca 2019

Teddy bear szydełkowy miś przytulaś

Zrobiłam takiego misia z włóczki pluszowej Himalaya Dolphin Baby kolor: 80325 (jasnoszary lekko wpadający w niebieskość) oraz 80301 (śnieżnobiały) - skład 100% poliester. Czarne elementy YarnArt Jeans kolor 53.

Miś jest bardzo przytulaśny, bo ta włóczka jest niezwykle miła w dotyku i dość dobrze się ją plącze na szydełku. Robiłam szydełkiem nr 4, wg. projektu Anny Kowalowej.

Miś ma czarne oczka, jasnoróżowe łatki i miękki brzuszek :) Lubi się przytulać.





wtorek, 9 lipca 2019

Katarzyna Puzyńska "Łaskun" - Lipowo tom 6

"Wydarzenia i osoby opisane w tej książce są całkowicie fikcyjne i powstały w mojej wyobraźni jedynie na potrzeby tej opowieści"*
Ufff.. jak to dobrze, że to wszystko nie wydarzyło się naprawdę i mam nadzieję, nie wydarzy. Muszę przyznać, że Katarzyna Puzyńska ma ogromną wyobraźnię, bo wymyślić taką makabryczną historię, to naprawdę trzeba mieć i talent i fantazję.

Akcja zaczyna się pod domem sędziego Jaworskiego, gdy policjanci pracujący w Brodnicy przyjeżdżają obejrzeć miejsce, gdzie znaleziono zwłoki zainscenizowane w dość specyficzny i przerażający sposób. Początek typowy, jak w większości powieści kryminalnych, tu ktoś ginie, technicy kryminalni szukają śladów na miejscu, natomiast policjanci oglądają teren i na bieżąco komentują wydarzenia.. i tyle typowego, ponieważ potem coraz więcej skojarzeń pozwala na to, żeby oskarżyć kolegę policjanta - jednego z głównych bohaterów poprzednich tomów o Lipowie - Daniela Podgórskiego. Daniel ucieka, a ja na początku uważałam, że głupio robi, ale dalsze wydarzenia pokazały, że może wcale to takie głupie nie było.

Kwestia zaufania policjantów do siebie to jedno, kwestia współpracy do drugie, natomiast każdy policjant jest człowiekiem, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Autorka pięknie pokazuje zarówno drugie dno współpracy w policji, jak i wielopoziomowość człowieka. Poznajemy dość dokładnie myśli i powody mordercy, który poszedł złą i okrutną drogą. Poznajemy również dalsze losy bohaterów, których poczynania śledziliśmy już wcześniej. Powiem tylko tyle, że bardzo poplątane mogą być losy ludzkie.

"Łaskun" to bardzo dobra książka, wybiegająca poza typowy kryminał i śmiałym krokiem idąca w kierunku thrillera psychologicznego. Zbrodnie, których się obawiamy, psychika ludzka zadziwiająca wielowarstwowością i poziomem skomplikowania, ukazująca to, do czego niektórzy ludzie są zdolni. Niepokój i tajemnica - nic nie jest oczywiste, nie zgadniesz od razu kto morduje, nawet po kilku rozdziałach nie będziesz pewien. Tej książki nie chcesz odłożyć, zanim nie poznasz kolejnego rozdziału.. a potem jeszcze jednego i następnego.


* fragment książki w części "OD AUTORKI"

czwartek, 4 lipca 2019

Katarzyna Puzyńska "Utopce" - Lipowo tom 5

Po kilku książkach serii myślałam, że mnie już Katarzyna Puzyńska nie zaskoczy, ale gdzie tam, wodziła mnie za nos jak tylko chciała.

Abstrahując od tego, że już samo słowo "utopce" niezbyt nastraja optymistycznie, autorka z premedytacją wprowadza nastrój grozy opisując małą, zagubioną w lesie wioskę jako miejsce pełne mrocznych mocy, niezbadanych tajemnic każdego z mieszkańców, prastarych wierzeń i zabobonów. Niespokojny nastrój udziela się również policjantom, którzy w tej wsi mają znaleźć zabójcę dwóch osób sprzed około 30 lat, z roku 1984.

Całość akcji idzie dwutorowo, poznajemy bieżące śledztwo oraz sierpniowe wydarzenia roku 1984, kiedy to mąż Tadeusz swojej żonie buduje altanę w nadziei, że ona na powrót go pokocha i nie będzie żałowała zamieszkania, w odległej od blichtru wielkomiejskiego, cichej i spokojnej wiosce. Podczas kopania fundamentów pod altankę, zatrudnieni przy tym chłopcy znajdują szkielet wampirzego pochówku. Kilka dni później znika Tadeusz i jego najstarszy syn, znajdują się jedynie ich zakrwawione ubrania i ślady kłów na progu altany.

Przez 30 lat sprawa nie była rozwiązana, dopiero teraz, na prośbę obecnego komendanta brodnickiej policji, młodszego syna zaginionego wtedy ojca, toczy się śledztwo. A pomysłów motywów i podejrzanych było tyle, ile osób występujących w książce. Opisywana akcja prowadzona jest jeszcze jednym torem - przesłuchania policjantów Emilii i Daniela z kilku dni do przodu, kiedy to dowiadujemy się powoli, że trzecia osoba prowadząca śledztwo Klementyna Kopp zachowywała się inaczej niż zwykle. Bardzo ciekawy splot kolejnych i przeszłych wydarzeń prowadzi do tego, że tajemniczość wylewa się wręcz z kartek książki i pcha do czytania jej, bez odkładania na potem. Zakończenie zaś jest zaskakujące, chociaż przy takiej mnogości pomysłów, jakie miałam podczas zagłębiania się w śledztwo i takie odrobinę zaświtało mi w głowie, chociaż uważałam je za mało prawdopodobne. Czytajcie, nie pożałujecie.

A przy okazji ciekawi mnie, czy Was, tak jak i mnie, irytowała pewna przyszła teściowa? ;)