sobota, 12 marca 2016

Still Light Tunic

Zaczynam robić tunikę: Still Light Tunic by Veera Välimäki. Podobała mi się od dawna, a jest okazja, bo łaskawym okiem patrzy na moje chęci Kasia z Fiubzdziu, która również się za nią, z kilkoma jeszcze chętnymi wzięła. Ja też. Całość będzie wyglądać jak na zdjęciu niżej, ale u mnie będzie inny kolor. I nie będzie to niebieski :)

zdjęcie z raverly

Kupiłam 12 motków włóczki DROPS Alpaca (100% wełny alpaca), 50g = 167m w kolorze ciemnego fioletu. Trzymajcie za mnie kciuki, bo dawno drutami nie machałam...



niedziela, 21 lutego 2016

"Księżyc nad Bretanią" Nina George

okładka z woblink.pl
"Księżyc nad Bretanią" Niny George to powieść o szukaniu swojego miejsca na ziemi, o odkrywaniu własnych pragnień i siebie.

Poznajemy Marianne, która postanawia umrzeć. Zahukaną żonę męża, który całkowicie ją sobie podporządkował. Kobietę, która zrezygnowała ze swoich pragnień i marzeń dla męża egoisty i totalnego sknery, poświęcając dla niego całą swoją wolę i istnienie. 
Marianne mając dość takiego życia rzuca się z paryskiego mostu do Sekwany. Uratowana, trafia do szpitala. Tam widzi mały, ręcznie malowany kafelek ze statkami i portem, morzem, błękitnym niebem i stwierdza, że przez ponad 40 lat bycia ze swoim mężem tak naprawdę niczego nie przeżyła. Postanawia to zmienić, "żeby życie w którym tkwiła, wreszcie się skończyło".

Niepokojący opis dotychczasowego życia Marianne niestety wcale nie jest jakąś abstrakcją w dzisiejszym świecie. Tak może żyć wiele kobiet, które zatracają siebie, nie mają celu w życiu ani odwagi, żeby to zmienić. Książka pokazuje, że koniec jakiegoś zdarzenia może być początkiem kolejnego, lepszego. To historia kobiety, która powoli odkrywa, co to znaczy żyć, żyć tak naprawdę: ciesząc się widokiem za oknem, słońcem, możliwością położenia się centralnie na łóżku, być sobą dla siebie, zasypiać z myślami 'to był piękny dzień'.

Jesteśmy świadkami nieśpiesznego budowania swojego prawdziwego ja, odkrywania tego, co ważne. Nieśpiesznego, ponieważ akcja nie pędzi jak szalona, wszystko wygląda tak, jakby mogło się zdarzyć naprawdę. I wcale do zmian nie trzeba fajerwerków, trzeba zmienić myślenie. Tylko tyle, albo AŻ tyle. Polecam, książka zmusza do zastanowienia się nad wieloma sprawami, może niektóre z nich właśnie odkładasz i odkładasz nie dając im dojść do głosu?

w książce można znaleźć wiele ciekawych myśli, to jedno z nich..
"Nic nie jest bardziej prawdziwe niż to, czego człowiek najbardziej pragnie"
... "My nieustannie pragniemy. Wszystkiego, ..."

sobota, 30 stycznia 2016

"Rozstańmy się na rok" Taylor Jenkins Reid

"Rozstańmy się na rok" Taylor Jenkins Reid opisuje separację dwojga kochających się kiedyś ludzi, którym teraz trudno ze sobą wytrzymać. Po kilkunastu latach małżeństwa kłócą się, krzyczą, oskarżają i nie rozumieją wzajemnie. Stają się sobie powoli obojętni i zmęczeni tą całą sytuacją. Postanawiają rozstać się na rok, nie kontaktować się ze sobą, żeby zobaczyć jak to jest być bez siebie. Mogą robić wszystko łącznie z tym, że mogą mieć nowych partnerów. 
"Jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy się kiedyś kochali.
 Jakie to piękne.
 Jakie to bolesne."
Książka zaciekawiła mnie, bo chciałam dowiedzieć się, do czego takie, dość kontrowersyjne rozstanie, doprowadzi. I muszę przyznać, że jest tu dużo emocji - swoista psychologia związku, m.in. rozczarowanie drugą osobą, którą się kochało oraz silne od niej uzależnienie, złość, bezradność. Przechodzimy przez wszystkie etapy tego rozstania, rozpaczy, wspomnień, nowych możliwości życiowych. Wszystko to pokazuje, co tak naprawdę jest dla nas ważne i gdzie w tym wszystkim my jesteśmy. Książkę odebrałam bardzo osobiście, bo pozwoliła mi ona spojrzeć na pewne etapy w moim życiu pod innym kątem i dlatego uważam, że warto było ją przeczytać.

O tym, jakie było zakończenie na pewno nie napiszę, ale zastanawia mnie, na ile ono było realne? Ja spodziewałam się innego... Wiem jedno: życie jest nieprzewidywalne.


sobota, 9 stycznia 2016

TANIEC MOTYLI, czyli mój charms do bransoletki dla WOŚP 2016

Dużo na temat WOŚP ostatnio na blogu nie pisałam, ale również w tym roku, po raz kolejny biorę udział w akcji Biżuteryjki dla WOŚP. Biżuteryjki grają z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy po raz piąty, a kultowym produktem, od którego wszystko się zaczęło, są bransoletki z charmsami, elementami, które można dowolnie przyczepiać do bazy bransoletki, zmieniając jej wygląd.

W tym roku biorę udział w jednym z projektów takich bransoletek, a mianowicie bransoletki o nazwie TANIEC MOTYLI. W zamyśle bransoletka ma, na przekór zimowym dniom, przypominać kolorową wiosnę i ciepłe lato, A wielobarwne skrzydła motyli chyba najlepiej przywołują dni pełne słońca :)


Nad charmsami pracowało pięć Biżuteryjek i każda z nas stworzyła własny, naładowany pozytywną energią charms z motywem motyli. Każdy z odrobiną serca w srebrze oraz z emocjami 'od serca', które włożyłyśmy w pracę i zaangażowanie towarzyszące tworzeniu. Każda przywieszka jest inna, każda niepowtarzalna, wykonana w technice, w której dziewczyny lubią pracować. 

Bransoletka została wykonana przede wszystkim w pracochłonnej technice wire-wrapping, która polega na oplataniu cienkimi drucikami. Jeden z charmsów został wycięty ze szlachetnej blachy cienką jak włos piłką. W skrzydła motyli wplecione zostały kolorowe minerały: agaty, ametyst, amazonit i karneol. Nie zabrakło też kropelki słońca, czyli bursztynu, kryształka Swarovski Elements® oraz korala. Całość została delikatnie zoksydowwana i wypolerowana, wydobywając szczegóły zastosowanych technik biżuteryjnych.

Wszystkie przywieszki zostały zaczepione do bazy, której główną ozdobą jest ręcznie formowany, srebrny listek dębu, obok którego zawisł fasetowany kamień słoneczny oraz fasetowany iolit wraz z ametystem i srebrnym serduszkiem. Bransoletka będzie zapakowana w scrapbookingowe pudełko.

Tak wygląda cała bransoletka na bazie, z wszystkimi charmsami.

Moim charmsem, który wykonałam do bransoletki jest uformowane w kształt skrzydła motyla serduszko, oplecione w koronkę metodą wire-wrapping z doczepionymi malutkimi kulkami czerwonego korala.




oraz innych bransoletek, naszyjników, broszek i torebek przygotowanych przez Biżuteryjki i Biżuteryjków dla Fundacji WOŚP, dla wsparcia ich działań na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorów. 

Inne aukcje Biżuteryjek dla WOŚP: http://charytatywni.allegro.pl/listing?sellerId=37886662
Informacje o akcji Biżuteryjki dla WOŚP: http://bizuteryjki.pl/
Fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/BizuteryjkiDlaWOSP


Pomagajmy jak możemy!



niedziela, 20 grudnia 2015

Lena Andersson "Bez opamiętania"

"Bez opamiętania" to dziwna książka. Z jednej strony zawiera mnóstwo głębokich przemyśleń w związku z nieodwzajemnionymi uczuciami kobiety do mężczyzny, ale z drugiej strony czasem miałam wrażenie, że te przemyślenia są zbyt filozoficzne, zbyt uszczegółowione i.. czasem niestety zbyt prawdziwe.

Trzydziestoletnia kobieta z poukładanym życiem, która ma wszystko zaplanowane w swoim spokojnym życiu, dostaje amoku na tle mężczyzny, artysty o którym ma przygotować wystąpienie. Uczucie i uzależnienie do Hugo Raska jest tak silne, że Ester Nilsson całkowicie się zatraca i robi wszystko, co tylko może, aby jak najczęściej widzieć ukochanego, rozmawiać, przebywać obok. Kosztem podporządkowania, kosztem swojego "ja", swojej godności i w końcu utraty całego dotychczasowego życia.

Książka jest dziwna z kilku powodów. Jeden z nich to rozważania filozoficzne Hugo i Ester, tak nierealne, że ich rozmowy w pewnym momencie czytałam z rozbawieniem. Refleksje obojga ocierały się o trudny język, wynoszący się ponad pospolitość, jak sami to określają i dlatego czasem trudno było zrozumieć o czym oni w ogóle mówią.
Dziwne w książce jest również to, że zastanawiając się nad drobiazgowymi opisami uczuć Ester, ma się wrażenie, że ktoś siedział kiedyś w mojej głowie, wszystko spisał, ubrał w historię Ester i Hugo i wydał w tej właśnie książce. Każda z nas była kiedyś nieszczęśliwie zakochana i naprawdę, zbyt dużo podobnych myśli kotłowało się w głowie, tak jak u bohaterki tej książki. Zbyt dużo takich samych myśli i podobnych działań. W pewien sposób jest to niepokojące, a patrząc z pewnej perspektywy staje się głupie i naiwne. 

Książka nie rozwiązuje nasuwających się podczas czytania wątpliwości, nie mówi, co należy zrobić, ale pokazuje, że uczucie ma silną moc, potrafi całkowicie zawładnąć i zmienić wszystko. Pokazuje, że pod wpływem takiego uczucia, nie przyjmujemy do wiadomości odrzucenia, oszukujemy się i żywimy się nadzieją na coś, co może nigdy nie nastąpić. Bardzo mocne uzależnienie się od drugiej osoby jest tak silne, że trudno jest się od niego uwolnić.

Książkę tę każdy może odebrać inaczej, ponieważ czytelnik będzie ją analizował pod kątem własnych przeżyć i sytuacji, w jakich się kiedyś znalazł lub właśnie znajduje. Żałuję, że nie powstała wersja historii Ester i Hugo opowiedziana "oczami" Hugo. Bo ta, opowiedziana przez Ester jest niezwykle realna i ciekawi mnie punkt widzenia sytuacji z drugiej strony, ze strony mężczyzny.

Warto poznać tę pozycję, chociaż nie jest to łatwa i przyjemna lektura.


piątek, 20 listopada 2015

Skarby Ziemi II

Kolczyki zostały wykonane w technice wire-wrapping. Białe kule matowe kryształu górskiego i srebrna koronka, pod którą znajdują się kiście koralików jaspisu i jadeitu. Jadeity są w kolorach ciemnoniebieskim natomiast jaspisy mają turkusowo-brązowe barwy.  
Całość w srebrze oksydowanym.

Skarby Natury II



wtorek, 18 sierpnia 2015

Średniowieczny zamek biskupów krakowskich w Iłży

Na fali ostatnich sierpniowych upałów przypomniałam sobie, że tak samo gorąco było rok temu. Będąc wtedy na przełomie lipca i sierpnia w Radomiu próbowałam zorganizować sobie ciekawie weekend. Jednym z pomysłów był krótki wyjazd poza miasto. Pobieżne przejrzenie Internetu skierowało mnie wtedy w stronę Iłży, jakieś 30 km za miastem jadąc w kierunku do Sandomierza.

 

Wyruszyliśmy po godzinie 13, w bardzo upalny dzień, gdy temperatura w cieniu wynosiła około 33 stopnie C. Okna otwarte na tzw. naturalną klimatyzację ;) wiatr rozwiewał włosy.. Zamku nie da się przeoczyć, znajduje się we wschodniej części miasteczka, na wzgórzu i jest doskonale widoczny. Po drodze, będąc już w Iłży i szukając miejsca na postój, nie zatrzymałam się na przesłonecznionym, betonowym parkingu, ale skręciłam przed zamkiem w prawo i prawie od razu w lewo, w boczną uliczkę, przed którą był mało widoczny drogowskaz brązowy na szarym tle z napisem 'wejście na zamek'. Był genialnie niewidoczny... ale udało się go dojrzeć i wjechać w to miejsce, co prawda po nawróceniu.. czyli za drugim razem :) Parking malutki pod murem, ale za to całkowicie w cieniu. Obok dwie drogi: łatwa i bardziej stroma. Wybraliśmy stromą, na którą wchodzi się pod murowaną bramą i okazało się, że wybierając trudniejszą wybraliśmy dobrze. Bo to jedyna droga z tej strony do zamku. Idzie się lasem, na początku stromo, ale za to szybko. Przed wejściem opłata za bilet, który kosztuje 8 zł dla dorosłej osoby. Byłam zdziwiona, ponieważ szukając informacji w Internecie nie znalazłam żadnych o opłatach za wejście. Sprzedający wyjaśnił, że opłata ma iść na przywrócenie zamku do lepszego stanu, sprzed wojny.. 
No, okej.

 

Zamek ten to w zasadzie ruiny z odrestaurowaną wieżą, na której jest punkt widokowy. Zeszliśmy z zadrzewionej alejki pod mury wieży, żeby obejść ruiny i powyobrażać życie jakie tu było przed wiekami...

Ruiny te były kiedyś potężnym zamkiem biskupów krakowskich. Pierwsza wzmianka w dokumentach o zamku w Iłży pochodzi z roku 1334. W XVI wieku gruntownie przebudowano zamek, który stał się piękną renesansową rezydencją otoczoną fortyfikacjami bastionowymi. Dawne przedzamcze zamienione zostało w zamek dolny. Zamek górny stanowiła wieża, brama, budynki mieszkalne i studnia na niewielkim dziedzińcu.



Studni nie zauważyłam, natomiast w pozostałościach budynków mieszkalnych znalazłam wnękę w kształcie kominka :) Skacząc lub przechodząc po murach zastanawiały mnie wszędobylskie osty, rosnące tam chyba wszędzie, gdzie się dało. W pewnym momencie mieliśmy zwyczajnie dość upalnego słońca, bo o tej porze bardzo trudno było o kawałek cienia. Zeszliśmy do piwnic.. szczerze mówiąc, pomimo ciekawych ruin, to chciało się w tych chłodnych piwnicach zostać dłuuugo :)

  

Zamek podobno był przepięknie udekorowany wewnątrz i na zewnątrz. Nad całością wciąż góruje wieża - praktycznie jedyna pozostałość starej średniowiecznej warowni. Wieża jest wysoka, cylindryczna, z charakterystycznym mlecznym zadaszeniem w formie dużego parasola. Na górze znajduje się punkt widokowy, za wejście na który, o zgrozo, znów trzeba było zapłacić. Tym razem 2 zł. Za darmo można wejść do połowy wieży i stamtąd roztacza się bardzo satysfakcjonująca panorama Iławy, widać pracujące w oddali wiatraki prądotwórcze. Widać również niedalekie jezioro. Mnie wystarczył ten widok. Poza tym zachwyciły mnie wąskie schody pomiędzy murem, na murze tym, wśród wydrapanych pozdrowień odwiedzających znalazłam napis z 1908 roku.. Schody zachwyciły mnie również obecnością cienia i chłodniejszego powiewu wiatru na tej wysokości :)



Górny zamek od dolnego oddzielony był fosą, zarośniętą teraz ostami, w dolnym zamku wykopaliska archeologiczne potwierdziły obecność bruku dziedzińcowego, kuchni, spiżarni i stajni. Natrafiono też na kilka śladów pożarów. Najbardziej zniszczony został jednak podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku i rok później przez wojska księcia siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego. Zamek potem został odrestaurowany, a biskupi krakowscy dbali o niego do roku 1782, w którym to był ostatni raz naprawiany. Potem zamek niszczał, przeistaczał się w ruinę, a z cegieł budowało się pobliskie domy.. W XIX mieszkańcy Iłży uporządkowali kilka komnat i wykorzystywali je do zabaw publicznych. Podczas jednej z nich wybuchł pożar, który zniszczył zachowane jeszcze wtedy portrety właścicieli zamku.  W XX w prace konserwatorskie wstrzymały w jakimś stopniu niszczycielską działalność czasu i ludzi.


Na części zamku dolnego rosną drzewa, a droga pomiędzy kieruje podobno do wygodniejszego zejścia po schodkach, ale z drugiej strony zamku. Nie poszliśmy tam, wróciliśmy tą samą drogą. Zwłaszcza po tym, jak szukaliśmy drogi tej "łatwiejszej" i dotarliśmy na pola kukurydzy ;) Okazuje się, że należy wracać tą samą, stromą drogą, którą wchodziliśmy. Skracać ani szukać wygód tu nie należy.. widziałam ludzi wracających z drogi wygodnej i potulnie idących potem stromym podejściem.. 

Źródła historyczne: http://zamki.res.pl/ilza.htm
Oficjalna strona: http://zamekwilzy.pl/