wtorek, 29 września 2009

Lubię Agathę Christie

Następne pozycje, określone już przeze mnie jako przeczytane to dwie książki Agathy Christie "Noc w bibliotece" i "Kieszeń pełna żyta". Obie wciągające, obie pełne zagadek i obie zdecydowanie za szybko się skończyły ;)


"Noc w bibliotece" opowiada, jak w bibliotece rezydencji szanowanego pułkownika Bantry’ego znalezione zostają zwłoki młodej kobiety. Pani Bantry prosi o pomoc pannę Marple – kobietę, która doskonale zna się na ludziach i dzięki temu rozwikłała już wiele zagadek kryminalnych. Sprawa nie jest prosta, bo zamieszanych może być sporo ludzi, ale wszyscy mają alibi. Panna Marble wcześniej od wszystkich wie, kto jest mordercą. A na trop naprowadzają ją rzeczy, które zazwyczaj wydają się mało istotne.. Nie zgadałam kto to jest i prawdę mówiąc było to dla mnie zaskakujące :)

"Kieszeń pełna żyta" jest jeszcze bardziej wciągająca. W fabryce, w swoim gabinecie, bogaty przedsiębiorca po wypiciu herbaty źle się czuje i niedługo po tym umiera. W jego kieszeni znajdują pełno żyta. Policja podejrzewa otrucie. Jest też motyw, młoda żona ma romans i dziedziczy po nim część majątku... ale ona też zostaje otruta.. Wszystko rozgrywa się w domu pełnym rodziny i każdy z nich jest podejrzany. Panna Marple pomaga policji wyjaśnić kilka kwestii i tylko ona widzi we wszystkim logikę. Inni uważają, że morderca musi być szalony. Świetna łamigłówka.

środa, 23 września 2009

Mam kota..

5 września przygarnęliśmy czarną młodziutką kotkę. Już w drodze do domu otrzymała imię Hena. Czarne, smoliste futerko kojarzyło mi się z henną, a po skróceniu do łatwiejszego wymawiania została Hena, co się wszystkim spodobało.

W mieszkaniu kicia natychmiast wyszukała sobie najciemniejszy kąt i uparcie do niego wracała. Po jakimś czasie dała się przekonać do miejsca na półce w dużym pokoju. Po kilku dniach ostatecznie wybrała sobie na ulubione miejsce kawałek wolnej przestrzeni za monitorem z kablami, służącymi za poduszkę. Przeniesiony w to miejsce kojec przyjęła z zadowoleniem, ale i tak ulubionym podparciem głowy jest podstawka monitora... widać to na zdjęciach..

Kicia jest z gatunku tych bardzo niezależnych i trzeba uciekać się do różnych podstępów, żeby potrzymać ją na kolanach (najłatwiej to zrobić gdy zasypia zmęczona). Głaskana po obudzeniu włącza bardzo głośny motorek i wygina się na wszystkie strony tak, aby żadna część kota nie była pominięta.

Generalnie Hena robi tylko to, na co ma akurat ochotę, a podczas zabawy od czasu do czasu ewentualnie pozwoli się pogłaskać w nagrodę za nasze wysiłki w bieganiu ze sznurkiem po mieszkaniu :)

Koteczkę znaleźliśmy na Kotkowo.pl, serwisie, który jak tylko może, pomaga znaleźć kochające domy dla kotków. Pomaga też kotkom chorym i bezdomnym, leczy i uczy dobrego kontaktu z człowiekiem.

wtorek, 22 września 2009

Moje ostatnie działania biżuteryjne: naszyjnik w technice wire-wrapping oraz korale drewniane na czerwonym, woskowanym sznurku.

Naszyjnik Pragnienie Wiosny
ametysty i zielone peridoty, oksydowane srebro




Korale Czereśnie i Migdały
drewniane korale, bawełniany, czerwony sznurek

niedziela, 20 września 2009

Handarger przy zachodzie słońca

Na moim lawendowym obrusie handargerowym pojawiają się kolejne bloczki. Zamknęłam już pełen obwód, wszystko ładnie się zeszło, czyli nigdzie się nie pomyliłam :) Odważyłam się teraz zrobić dziury. Nie wiem dlaczego, w mojej ściądze robionej na kursie, napisałam, żeby nitki przecinać na lewej stronie.. na lewej to ja w ogóle nie widziałam gdzie mam nożyczki wkłuwać.. Ostatecznie przecinałam na prawej stronie, a jak już zrobiłam dziury i powyciągałam nitki zabrałam się za przęsełka. Zanim zaczęłam, trochę się pozastanawiałam, jak w ogóle zacząć. Stwierdziłam, że mimo mojej niechęci do supełków, to jednak malutki będzie na końcu nitki. Potem pochylając się nad ściągą próbowałam znaleźć metodę kolejności przęsełek. Acha, iść kolejno bokiem.. po zrobieniu dwóch i wkłuciu się w trzeci coś mi przestało pasować.. pozostawały mi puste miejsca, których bym nie obcerowała, bo były mi nie po drodze :(

Ech dużo zapomniałam od mojego ostatniego handargerowania. Po analizie rozejrzeniu się w Internecie i analizie kilku kursów znalazłam powód: należy iść schodkowo i skosem :) Rezultat można już obejrzeć:


A to wszystko działo się przy tym pięknym, wczorajszym zachodzie słońca, który oglądałam z mojego miejsca handargerowej walki :)

czwartek, 17 września 2009

Słodkości...

Nie potrafię się oprzeć.. no, nie potrafię..

Ata rozdaje cukierasy w postaci prześlicznego kotka i dwóch króliczków.
Termin do 13 października. A to kicia, której się nie oparłam:



Le Havre De la Passion też ma dla słodkości. Losowanie 23 września.



Jest też candy u Malowanego Imbryczka, do 22 września:



I jeszcze u Che-lil do 10 października:



I u Piekielnej_Owcy w Jej Szpargałach do 4 października:


Mam nadzieję, że nie przesadziłam z ilością candy, ale są takie słodkie :) Dziewczyny naprawdę cudne rzeczy robią i ze ślicznymi się dzielą...

piątek, 11 września 2009

Tym razem biżuteryjnie..

Kilka srebrnych, błyszczących drobiazgów, które zrobiłam ostatnimi wieczorami, ciesząc się z tej odrobiny czasu dla siebie.

Rozetka
Spodobało mi się plecenie wzorów z niedużych koralików, będzie ich więcej :)
Swarovski, srebro.

Biedronki w Czerwieni

Koral czerwony, srebro.


Filigran Koniczyny

Kwarc dymny, srebro


Słoneczny Twist

Swarovski, srebro



Różane Markizy
Lampwork, srebro

wtorek, 8 września 2009

Dwie biografie

Wzięło mnie na czytanie biografii... na wakacjach odświeżyłam znajomość z Joanną Chmielewską, której książki są stałym elementem każdego mojego urlopu. Tym razem, od nowa połknęłam całe siedem tomów "Autobiografii" i było mi mało. Na szczęście, w ostatnim tomie, pani Joanna, nie kryjąc swoich emocji, skrytykowała i sprostowała książkę swojego plenipotenta Tadeusza Lewandowskiego, w stylu, jaki potem możemy przeczytać na okładce:

"wyszła mu zupełnie koszmarna baba, głupkowata, infantylna, nieznośna, zdezorganizowana umysłowo i porąbana charakterologicznie. Nie wytrzymałabym z podobną kretynką nawet przez pięć minut. Zaraz. A może ja rzeczywiście taka jestem? Rany boskie...!!!"

Reklama skuteczna, nabyłam i przeczytałam, chociażby, żeby mieć własne zdanie na temat. I w ten sposób mogłam sobie przedłużyć przyjemności czytelnicze :)



"Chmielewska dla zaawansowanych. Psychobiografia gadana" to rodzaj wywiadu z Joanną Chmielewską podzielonego blokami tematycznymi. Forma ciekawa, ale zdziwiłam się trochę wstępem. Poetyckość opisów i zaplątanie najprostszych z możliwych zdań, zupełnie nie pasuje do stylu i osobowości Joanny Chmielewskiej. Na szczęście pan Tadeusz (w bardzo wielu kwiecistych słowach) wyjaśnia, że książka jest JEGO wersją g a d a n i a z autorką. Na jego szczęście, nie zmienił za mocno wypowiedzi pisarki. Miejscami widać modyfikacje, ale ja to wychwytuję i omijam :) ciesząc się pełnymi humoru wypowiedziami mojej ulubionej pisarki. Styl obojga jest tak różny, że czasem zgrzyta, niemniej warto było przeczytać, bo obcowanie ze stylem Chmielewskiej jest bliskie mojemu pojmowaniu świata.

Przy okazji ucieszyłam się bardzo z dwóch informacji. Na pytanie dot. pisania: "I wciąż się Pani chce?" usłyszałam odpowiedź twierdzącą :) Druga informacja to taka, że Pani Chmielewska po opisywanej wizycie w księgarni, wyszła z dwoma torbami nowozakupionych książek. I jak tu nie zachwycać się tą osobą?

~.~



Druga biografia to "Nie ma się z czego śmiać" Stefanii Grodzieńskiej to zupełnie inny styl autobiografii. Autorka, mimo licznych 'apropos'ów' wtrącanych w opowieść o swoim życiu, daje się poznać z wielu stron skrzętnie jednak ukrywając te najintymniejsze. Wcale nie mam o to żalu, bo każdy ma we wspomnieniach coś tylko dla siebie. Dużo humoru, gawędziarstwa, ironicznego spojrzenia z dystansem, dużo anegdot, ale również smutnych i ciężkich chwil.. Cóż, samo życie...